wtorek, 30 lipca 2013

Ze względu na przykre zdarzenia w mojej rodzinie, jestem w żałobie i zawieszam znowu bloga na czas nieokreślony, przepraszam .

wtorek, 23 lipca 2013

Rozdział 10.


KAC, KAC i jeszcze raz KAC.
- Oliv obudź sie, za godzine mamy lekcje... - Dziewczyna się przekręciła z grymasem, podniosła i złapała za głowe.
- Kurwa... przesadziłyśmy wczoraj.
- Ale nie żałuje.
- Ani ja - następnie szykowałyśmy sie do szkoły. Wzięłyśmy po 3 aspiryny, wykąpałyśmy się i ubrałyśmy i poszłyśmy do szkoły. Jakoś dawałm rade. Nie miałyśmy dziś wspólnych lekcji oprócz zajęć artystycznych. Chodziło na nie nie wiele osób, właściwie nie wiem czemu. Nauczyciel był genialny. Polubił mnie za to że słucham rocka i mam o tym gatunku dość dużą wiedzę. Sprawdził moje umiejętności gry na gitarze i kazał mi ćwiczyć bo rzekomo jest przede mną duża przyszłość. Stwierdził że pomoże mi założyć zespół, właściwie stwierdził że MAM go założyć. No więc od razu oznajmiłam że mam wokalistkę. Olivia genialnie zaśpiewała Cherry Bomb, zespołu The Runaways. Pan West był nią zachwycony i stwierdził że świetnie będziemy razem brzmieć, miałyśmy to już sprawzone - po pijaku co prawda, pan West kazał nam wykonać jakiś klasyczny numer. Ta lekcja zleciała szybko.
Dziś mieliśmy zajęcia sportowe. Mogłam sie popisać bo akurat biegaliśmy. Nauczyciel od razu wziął mnie na zawody. Chłopcy z różnych klas siedzieli na trybunach bo nie było ich nauczyciela i nas dopingowali. Zwróciłam na jednego uwage. Nieziemsko przystojny, wysoki, napakowany blondyn, ze starszej klasy... Nie Emily twoim celem nie jest związek, ani chłopak... A nawet jeśli byś chciała, to ty mu sie nie podobasz... Przecież on nie jest w twoim stylu...  A może jednak... Podszedł do mnie i podał mi butelke wody.
- Nieźle biegasz.
- Dzięki.
- Jesteś nowa, co nie?
- Spostrzegawczy jesteś.
- Matt.
- Emily.
- Robisz coś dziś po szkole ?
- Zależy, a co?
- Może wyskoczymy gdzieś, kino albo coś?
- Może... - powiedziałam z przekąsem
- No to po lekcjach jedziemy do centrum spotkajmy sie przed wejściem.
- Powiedziałam, może - dalej sie z nim droczylam
- To do zobaczenia. - powiedział pewnie, puścił mi oczko i odszedł do swoich kumpli. Potem sie przebrałam, na przerwie znalazłam Oliv, opowiedziałam jej o chłopaku, o biegach. Ta mnie zaczęła ostrzegać że on zmienia dziewczyny jak rękawiczki, żebym sie nie nabrała na jego sztuczki i tym podobne... Jednak po lekcjach pojechaliśmy do kina, tam standardowy numer z ziewaniem, objął mnie. Potem pojechaliśmy na plaże, wypiliśmy po piwie. Rozmawialiśmy o mojej rodzinie, o nim mało sie dowiedziałam. Chodzi do 3 klasy czyli to jego ostatni rok tutaj. Jest kapitanem miejscowej drużyny footballowej. Mieszka sam, ma samochód i dostaje od nadzianych rodziców mieszkających w LA niezłą kase. Ma piękne zielone oczy... Oh Em nie nie możesz sie w nim zakochać przecież, no - to nie twój typ, starszy, zaraz sie wyprowadza długo z nim nie pochodzisz, chodzą plotki że jest niewierny.. Och ta pierdolona miłość...Około 20 odwiózł mnie do domu. Przez jakiś czas patrzył sie na moje usta potem jednak zrezygnował. Pożegnałam go buziakiem w policzek i poszłam do domu. Babcia sie nie wypytywała, ale Holly przyszła i wypytała o wszystko. Powiedziałam jej prawde.

Następne dni i miesiące jakoś mijały, prawie codziennie gdzieś wychodziłam. Zaczęłam sie na poważnie spotykać z Mattem, czasem byliśmy sami, czasem z jego kolegami. Czasem wyszłam z Oliv, często u niej nocowałam. Jej rodzice byli architektami, często dostawali "bardzo ważne zlecenia" w różnych częściach kraju. Zarabiali dużo pieniędzy, ale wszystko inwestowali w firme i fundacje którą prowadzili. Chojnie, ale czasem chyba zapominali że trzeba wyżywić dzieci.

Czasem zabierałam gdzieś Holly, czasem dolączała do nas babcia. Pomagałyśmy jej z Hol w wolnej chwili. W ciągu tego roku szkolnego pare razy odwiedziła nas mama z Lucy. Dziewczynka jest strasznie przywiązana do matki, ale bardzo przeżywa to że nas nie ma. Ojciec nie ma już z nami kontaktu, pewnie nawet o nas nie pytał.

Co do mojego związku z Mattem to był wierny. Oliv sie myliła co do niego. Nie lubiła go i nigdy nie chciała z nami wychodzić no cóż... Miała swojego chłopaka w Los Angeles, ale utrzymywali kontakt tylko przez telefon. Wydaje mi sie że to nie dokońca dobra opcja, a niedługo mnie i Matta czekało to samo.

POD KONIEC ROKU SZKOLNEGO:

Dobiegł koniec roku szkolnego. Zaczęłam strasznie przeżywać bo Matt miał wyjechać do Los Angeles, rozwijać swoją kariere sportową. Zapewniał że będzie mnie odwiedzał, ale martwiłam sie że sobie tam kogoś znajdzie, raczej napewno tak będzie... I tak sie dziwiłam że zaczęliśmy sie spotykać, ja pierwszoroczna, on najprzystojniejszy w szkole, w jego roczniku jest dużo ładniejszych dziewczyn. Cieszył mnie fakt że odrzucał zaloty innych dziewczyn i był przez cały rok wierny. Był wobec mnie bardzo opiekuńczy. Jestem w niego zapatrzona jak w obrazek.

Do niczego większego z Mattem nie doszło, co prawda sypiłam u niego czasem, ale kończyło sie na namiętnych pocałunkach. Może to dobrze. On nie nalegał, chyba naprawde mnie kochał. Zresztą ja jego też.

Holly chodziła z Jimim. Co prawda nie działo sie między nimi nic wielkiego, ale czego miałam oczekiwać mają po 13 lat. Cieszyłam się jednak i z tego bo to pierwsza miłość siostry i fajnie im sie układa. Nadal Hol traktowalam jak przyjaciółkę, chociaż oby dwie zajęłyśmy sie swoimi sprawami i nie spędzałyśmy tyle czasu co kiedyś. Jednak mogłyśmy na siebie liczyć w każdej sytuacji.

Babcia była szczęśliwa, że jej pomagamy i że nie jest już sama. Cieszyła sie że z nią mieszkamy.

Nadal dobrze dogadywałam sie z Olivią. Była nieco zazdrosna że nie poświęcam jej tyle czasu, ale była wyrozumiała. Ona co prawda nie miała chłopaka, może to przez ten jej zwariowany wygląd i charakter. Była kłótliwa, uparta, twarda, miała cięty język, ale jak sie ją bliżej pozna to jest naprawde miła, i jest świetną przyjaciółką. Troche przystopowała z mocnym makijażem i jej czerwone włosy przechodzą bardziej w rude.

Co do świadectwa to wyszłam całkiem nieźle, nawet nie wagarowałam, pare razy podrobiłam zwolnienie, ale nie przesadzałam.

Co do zespołu to jakoś nie wyszło. Pan West został zwolniony po pierwszym semestrze,a nowy nauczyciel preferował muzykę klasyczną, więc o wsparciu z jego strony nie bylo mowy. Zakończyłyśmy więc poszukiwania do zespołu. Ale we dwie, pary razy, głównie dla kasy, ale pasji w tym nie brakowało, występowałyśmy w jakiś knajpie śpiewając do kotleta. Matta jakośmuzyka nie kręciła, ale cieszył sie razem ze mną z każdego występu. Ja za to wspierałam go podczas każdego meczu, i nie przegapiłam ani jednego.

W ostatnim tygodniu Oliv zgodziła sie pójść ze mną, Mattem i chłopakami z drużyny na miasto. Chłopcy wprowadzili nas do klubu, (nie pierwszy raz, ale pierwszy raz z Oliv) chłopcy wcześniej znali ją jako - przyjaciółka Em, nikt znaczący, szara postać. Ale wtedy zaczęli się nią interesować. Może przez to że jest taka szalona przyciąga facetów od razu jak zaczną z nią gadać. W każdym razie nie nudziła sie i nie brakowało jej towarzystwa, zatańczyła chyba z każdym podobnie jak ja,

Ostatni rocznik miał bal. Matt zaprosił mnie, oczywiście sie zgodziłam. Olivia została zaproszona przez Carla, przyjaciela Matta, był równie przystojny co Matt i widać było jak Oliv ślini sie na jego widok. Strasznie sie cieszyła jak ją zaprosił i żałowała że wcześniej z nami nie wychodziła.

Po jutrze bal, jutro z Oliv nie idziemy do szkoły tylko jedziemy do centrum szukać kreacji na wyjątkową okazje. Śpimy u niej. Jimi śpi u nas. Jej rodzice znowu wyjechali. Zaprosiłyśmy na noc Matta, Carla i jeszcze kilku chłopaków z drużyny. Zaopatrzyłyśmy sie w miejscowym sklepiku w procenty, ogarniałyśmy jej dom i czekałyśmy na naszych "gości".
                                                                                                                   

Troszke chce przyspieszyć, bo w końcu to ma być o gunsach ><

BŁAGAM KOMENTUJCIE nie wiem czy ktoś to teraz jeszcze czyta, błagam dajcie jaki kolwiek znak życia !

Z góry dzięki ;)

Info - następnego spodziewajcie sie za ok. 2 dni ;) Jak komus sie podoba i chce być informowany dalej, niech napisze

niedziela, 21 lipca 2013

Rozdział 9.


Brrrrrrrrrrr.... Dzwoni ten pieprzony budzik, nie mam siły go wyłączyć tylko zakrywam głowę poduszką. O boże zowu trzeba wstać... Znowu zaczyna się ten cały cyrk. Znowu trzeba iść do szkoły. Nie byłyśmy na rozpoczęciu, uznałyśmy że to bez sensu. Ale trzeba myśleć optymistycznie. Nowa szkoła. Nowi znajomi. Mogą sie okazać normalni. Poprostu rozpoczynam nowe życie, które będzie zajebiste... Mam nadzieje. Wstaje i idę obudzić siostre. Chwile leżymy razem, po czym wstajemy i idziemy się szykować. Ja pierwsza wbiegam do łazienki. Zakładam shorty z wysokim stanem i koszulke AC/DC. Robie delikatny makijaż włosy związuje w wysokiego kucyka. Wychodze z łazienki i ide na dół. Babcia już nie śpi, całuje ją w policzek i siadam do stołu. Zrobiła nam śniadanie.
- Za 15 minut musimy wychodzić, Holly już wstała?
- Tak babciu, ale pójdziemy same, nie musisz nas odprowadzać. - uśmiecham sie do niej serdecznie.
- No tak przecież nie macie po pięć lat... - do kuchni wchodzi Hol, wita sie z babcią i siada naprzeciwko mnie, zaczynamy jeść grzanki - No dobra to ustalmy jakieś zasady - zaczyna babcia.
-To zabrzmiało groźnie.
- Chodzi mi tylko o jakieś reguły, ok?
- No dobra no to powiedz o nich.
- Chodzi mi tylko o to żebyście w szkole nie robiły problemów, tak? Żadnych wezwań do dyrektora, nieusprawiedliwionych godzin i jedynek.
- Da sie zrobić.
- Oczywiście nie mam nic przeciwko temu żebyście wychodziły popołudniu czy wieczorem poprostu chce o tym wiedzieć.
- My nie sprawiamy problemów, babciu. Nie masz sie o co marttwić. - całujemy babcie w policzek bierzemy torby i ruszamy do szkoły. Po drodze rozmawiamy o szkole i przyszłości, pale też papierosa. Szkoły znajdują sie w jednym wielkim budynku. Wchodzimy do szkoły. Mnóstwo ludzi sie na nas patrzy, staramy sie nie zwracać na nich uwagi, ale obydwie sie rozglądamy. Wchodzimy do sekretariatu. Rozmawiamy chwile z miłym dyrektorem około pięćdziesiątki, dostajemy plan szkoły i rozkłady lekcji. Obydwie wybrałyśmy profile artystyczne. Dzwoni dzwonek. Rozchodzimy sie do swoich sal. Pierwszą mam godzine wychowawczą. Pani Adams wygląda na dosyc srogą. Przedstawia omnie klasie, i każe usiąść z tyłu obok wesołej dziewczyny, w koszulce black sabbath.
- Hej, jestem Olivia - powiedziała wesoło.
- Emily, widze że sie jakoś dogadamy - pokazuje na jej koszulke. Do końca dnia trzymalam sie z Olivią. Olivia wyglądała na nieco szaloną. Miała czerwone włosy związane w koka i prostą grzywke, no może nie do końca prostą. Na jej twarzy gościł uśmiech. W ciągu dnia nie spotkałam sie z Holly, ale to znaczy że ona też sie jakoś odnalazła, skoro mnie nie szukała. Umówiłyśmy sie że po lekcjach spotkamy się przed wejściem. Olivia też czekała na swojego brata. W pewnym momencie przyszła Holly i Jimi. Przyszła z Jimim !
- Jimi! Co ty tu robisz !? Przeciesz miałeś zostać u dziadków !
- To wy sie znacie? - spytała zdziwiona Olivia.
- No, ale skoro wy tu przyjechałyście, to zdecydowałem wrócić... - chłopak nieco sie zarumienił.
- Aaa wy mieszkałyście tam gdzie nasi dziadkowie??
- Dokładnie !
- A jak to sie stało że tu mieszkacie?
- To długa historia, może sie gdzieś umówimy dziś wieczorem?
- Możecie wpaść do nas, akurat nie będzie rodziców bo wychodzą na noc. No w sumie to możecie przyjść na noc.
Pomysł się przyjął. Poszliśmy do nas po rzeczy. Oczywiście babcia wszystkim wcisnęła obiad. Po posiłku wzięłyśmy książki i ubrania na jutro i ruszyliśmy do naszych znajomych mieszkali 10 minut od naszego domu. Jej dom był podobnej wielkości jak mój, utrzymany w ciemnych kolorach - głównie bordowy, szary i butelkowa zieleń.  
Jednak nie było tam za ciemno. Wszystko rozjaśniały nieco jaśniejsze, nowoczesne meble. Olivia miała duży pokój, na ścianach wisiały plakaty moich ulubionych zespołów. Zobaczyłam też gramofon i pudło z winylami. Było ich strasznie dużo. Włączyłam Aerosmith. Usiedliśmy na podłodze, Oliv przyniosła każdemu po piwie, naszemu rodzeństwu również. Szło im wolno, ale sie nie poddawali. W pewnym momencie dzieciaki postanowiły iść do pokoju Jimiego, oni mieli na 8 my na 9:40 więc umówilismy się że nas rano nie będą budzić, poszli i już sie u nas nie pojawili. My wypiłyśmy jeszcze po 4 piwa i nas lekko chwyciło. Zaczęłyśmy tańczyć. Oliv + alkochol = jeszcze bardziej szalona Oliv. biegała po domu udając że miotła to gitara, i zaczęła śpiewać, a wychodziło jej to naprawde nieźle. Ja dorwałam sie do gitary jej ojca i wykonywałyśmy utwory Stonesów. Zrobiłyśmy sobie też jakieś 20 zdjęć jej nowym polaroidem. Opowiadałyśmy sobie różne dziwne historie, zaczęłyśmy sie sobie zwierzać, opowiedziała mi jak bardzo chciała by sie stąd wyrwać, i ze za ciekawie to tu nie jest. Było strasznie fajnie. Około 4 usnęłyśmy, ściskając się i przytulając na jej jednoosobowym łóżku. Znalazłam sobie w końcu przyjaciółkę, mam nadzieje że sie będziemy cały czas tak dobrze dogadywać.
                                                                                                            
Jeśli jeszcze ktoś tu zagląda to prosze o komentarze !!! W następnym troche przyspiesze, w końcu to gunsowe opowiadanie, nie ;) ?

INFO

Więc nie chce sie za bardzo tłumaczyć czemu mnie nie było 4 miesiące, ale mam ochote dalej pisać. Jak ktoś tu jeszcze zagląda to super ! Jeszcze dziś postaram sie dodać kolejny rozdział. Powiedzcie znajomym o tym blogu bo postanawiam go dalej pisać. Mam nadzieje że nie wyszłam z wprawy i nadal jakoś mi będzie szło. Jeszcze raz przepraszam za dług nieobecność i zachęcam do ponownego zaglądania na bloga ;)

niedziela, 3 marca 2013

Rozdział 8.

Dobra teraz będe pisać troche ogólniej żeby jak najszybciej dotrzeć do spotkania z gunsami :) Przepraszam że taki krótki ale naprawde nie mam czasu, strasznie dużo nauki i mały brak weny. Mimo wszystko prosze o komentarze.

                                                                                                                      

Andrea oprowadziła nas po okolicy, nakarmiła nas, zrobiła jedzenie na dalszą droge i odprowadziła wieczorem na spotkanie z Cashem. Mężczyzna okazał się być przystojnym 20 latkiem. Serdecznie podziękowałam za wszystko kobiecie. Wgramoliłyśmy się do kabiny średniej wielkości ciężarówki. Ja siedziałam obok Casha, a Hol po mojej drugiej stronie. Mała wykończona dzisiejszym dniem od razu usnęła. Ja przegadałam całą drogę z chłopakiem. Okazało się że też słucha rocka więc całą drogę słuchalismy muzyki z jego kaset, których miał multum. Po drodze zjedliśmy kanapki, które zrobiła nam Andrea, nie dzieląc się z Hol. Troche mi było głupio wiec liczyłam że sie nie obudzi. Cash regularnie jeździ do San Diego, więc umówilismy się że kiedyś do mnie przyjedzie. Kiedy dojeżdżaliśmy wyjęłam kartke z adresem i dałam ją chłopakowi. Na miejsce dojechaliśmy po 23. Cash wziął kasete Led Zeppelin i wręczył mi ją "na pamiatke po nim". Brzmiało to troche jakbym dostawała coś po kimś zmarłym. Obudziłam Hol. Podziękowałyśmy chłopakowi. On ruszył w dalszą drogę, do miasta, a my podeszłyśmy do właściwego domu. Pamiętam go jak przez mgłę. W kuchni jest zapalone światło. Nieśmiało podchodzimy do drzwi. Po chwili zawahania naciskam dzwonek. Chwile odczekuje, spoglądam na równie zdenerwowaną co ja Holly i dzwonie jeszcze raz. Światło w przedpokoju zapala sie i pochwili babcia przekręca zamek. Otwiera powoli drzwi. Patrzy na nas ze zdziwieniem. Jesli chodzi o nią to nadal świetnie sie trzyma.
- Emily, Holly? - pyta upewniając się.
- Cześć babciu - mówie nieśmiało i uśmiecham się.
- Boże drogi ! Dzieci ! A co wy tu robicie ? Gdzie rodzice ?
- Jesteśmy same...
- Jak to ? W środku nocy ?! Wejdźcie do środka i porozmawiamy. - wpuszcza nas do środka, odkładamy rzeczy, rozbieramy się, wszyscy idziemy do kuchni, babcia robi nam herbaty. Siadamy przy stoliku.
- Więc wytłumaczycie mi co tu robicie ?
- Chce mi sie spać Em - mówi do mnie cicho siostra
- Tak, babciu, tylko Hol chciała by sie położyć... Czy jest taka możliwość?
- Oczywiście. Przecież was nigdzie nie wypuszcze. Chodźcie przygotuje wam spanie.
- Możemy spać razem ? - pyta cicho Hol
- Oczywiście Aniołku - odpowiada babcia gładząc ją po głowie. Bierzemy swoje rzeczy. Kobieta prowadzi nas na górę, wchodzimy do sporego pokoju gdzie znajduje się dwuosobowe łóżko. Odkładamy rzeczy. Pomagam kobiecie pościelić. Siostra przebiera sie w łazience w piżame i kładzie sie do łóżka. Przykrywam ją, całuje i wychodzimy z babcią z sypialni. Idziemy z powrotem to kuchni. Bierzemy dzbanek z herbatą i szklanki i przechodzimy do saloniku. Siadamy na fotelach.
- To opowiesz mi kochanie co się stało? - wytłumaczyłam babci wszystko dokładnie, opowiedziałam jaka sytuacja panuje w domu, jak tata rzadko tam bywa, jak zachowuje sie matka. Powiedziałam jej że palę. Powiedziałam o tym że mam ćpa. O tym że sie przespała z jakimś facetem. Mówiłam otwarcie o wszystkim. Babcia wysłuchała wszystkiego z uwagą, w niektórych sprawach sie ze mną zgadzała, niektóre potępiła. Po długiej rozmowie babcia zadecydowała, żę u niej zostaniemy. Zapisze nas do szkoły - to był warunek mieszkania z nią. Zgodziłam się. Ze strony Hol raczej nie będzie problemu, a ja sie przemęcze. W końcu nie dużo mi zostało.
Wakacje minęły bardzo szybko. Kilka dni po naszej ucieczce matka dotarła do nas, babcia nie chciała nas oddać, matka sie zgodziła żebyśmy zostały, będzie babci wysyłać pieniądze i kontrolować nas. Potem odwiedziła nas drugi raz i dowiozła nam pare rzeczy, ubrań. Podczas wakacji, babcia dała nam oddzielne pokoje, które sobie urządziłyśmy, rozpakowałyśmy się. Często chodziłam do pobliskiego lasu, gdzie siedziałam długo, grałam, paliłam - bo w domu już nie moge tego robić, pisałam piosenki. Dużo czasu spędzałam z Holly. Mała całkiem dobrze znosi tą sytuacje. Przyzwyczaiłyśmy się już do tego miejsca, do babci. Babcia "pracuje" w sadzie. Hoduje owoce, sprzedaje. Często jej pomagałyśmy. Holly zaprzyjaźniła się z dziewczynką z sąsiedztwa. Ja z nikim nie chciałam sie zaprzyjaźniać, nie szukałam towarzystwa, raczej go unikałam. W ostatnim tygodniu wakacji babcia zapisała nas do szkoły, kupiła podręczniki. Jutro idziemy do szkoły. Witamy w piekle.