wtorek, 30 lipca 2013

Ze względu na przykre zdarzenia w mojej rodzinie, jestem w żałobie i zawieszam znowu bloga na czas nieokreślony, przepraszam .

wtorek, 23 lipca 2013

Rozdział 10.


KAC, KAC i jeszcze raz KAC.
- Oliv obudź sie, za godzine mamy lekcje... - Dziewczyna się przekręciła z grymasem, podniosła i złapała za głowe.
- Kurwa... przesadziłyśmy wczoraj.
- Ale nie żałuje.
- Ani ja - następnie szykowałyśmy sie do szkoły. Wzięłyśmy po 3 aspiryny, wykąpałyśmy się i ubrałyśmy i poszłyśmy do szkoły. Jakoś dawałm rade. Nie miałyśmy dziś wspólnych lekcji oprócz zajęć artystycznych. Chodziło na nie nie wiele osób, właściwie nie wiem czemu. Nauczyciel był genialny. Polubił mnie za to że słucham rocka i mam o tym gatunku dość dużą wiedzę. Sprawdził moje umiejętności gry na gitarze i kazał mi ćwiczyć bo rzekomo jest przede mną duża przyszłość. Stwierdził że pomoże mi założyć zespół, właściwie stwierdził że MAM go założyć. No więc od razu oznajmiłam że mam wokalistkę. Olivia genialnie zaśpiewała Cherry Bomb, zespołu The Runaways. Pan West był nią zachwycony i stwierdził że świetnie będziemy razem brzmieć, miałyśmy to już sprawzone - po pijaku co prawda, pan West kazał nam wykonać jakiś klasyczny numer. Ta lekcja zleciała szybko.
Dziś mieliśmy zajęcia sportowe. Mogłam sie popisać bo akurat biegaliśmy. Nauczyciel od razu wziął mnie na zawody. Chłopcy z różnych klas siedzieli na trybunach bo nie było ich nauczyciela i nas dopingowali. Zwróciłam na jednego uwage. Nieziemsko przystojny, wysoki, napakowany blondyn, ze starszej klasy... Nie Emily twoim celem nie jest związek, ani chłopak... A nawet jeśli byś chciała, to ty mu sie nie podobasz... Przecież on nie jest w twoim stylu...  A może jednak... Podszedł do mnie i podał mi butelke wody.
- Nieźle biegasz.
- Dzięki.
- Jesteś nowa, co nie?
- Spostrzegawczy jesteś.
- Matt.
- Emily.
- Robisz coś dziś po szkole ?
- Zależy, a co?
- Może wyskoczymy gdzieś, kino albo coś?
- Może... - powiedziałam z przekąsem
- No to po lekcjach jedziemy do centrum spotkajmy sie przed wejściem.
- Powiedziałam, może - dalej sie z nim droczylam
- To do zobaczenia. - powiedział pewnie, puścił mi oczko i odszedł do swoich kumpli. Potem sie przebrałam, na przerwie znalazłam Oliv, opowiedziałam jej o chłopaku, o biegach. Ta mnie zaczęła ostrzegać że on zmienia dziewczyny jak rękawiczki, żebym sie nie nabrała na jego sztuczki i tym podobne... Jednak po lekcjach pojechaliśmy do kina, tam standardowy numer z ziewaniem, objął mnie. Potem pojechaliśmy na plaże, wypiliśmy po piwie. Rozmawialiśmy o mojej rodzinie, o nim mało sie dowiedziałam. Chodzi do 3 klasy czyli to jego ostatni rok tutaj. Jest kapitanem miejscowej drużyny footballowej. Mieszka sam, ma samochód i dostaje od nadzianych rodziców mieszkających w LA niezłą kase. Ma piękne zielone oczy... Oh Em nie nie możesz sie w nim zakochać przecież, no - to nie twój typ, starszy, zaraz sie wyprowadza długo z nim nie pochodzisz, chodzą plotki że jest niewierny.. Och ta pierdolona miłość...Około 20 odwiózł mnie do domu. Przez jakiś czas patrzył sie na moje usta potem jednak zrezygnował. Pożegnałam go buziakiem w policzek i poszłam do domu. Babcia sie nie wypytywała, ale Holly przyszła i wypytała o wszystko. Powiedziałam jej prawde.

Następne dni i miesiące jakoś mijały, prawie codziennie gdzieś wychodziłam. Zaczęłam sie na poważnie spotykać z Mattem, czasem byliśmy sami, czasem z jego kolegami. Czasem wyszłam z Oliv, często u niej nocowałam. Jej rodzice byli architektami, często dostawali "bardzo ważne zlecenia" w różnych częściach kraju. Zarabiali dużo pieniędzy, ale wszystko inwestowali w firme i fundacje którą prowadzili. Chojnie, ale czasem chyba zapominali że trzeba wyżywić dzieci.

Czasem zabierałam gdzieś Holly, czasem dolączała do nas babcia. Pomagałyśmy jej z Hol w wolnej chwili. W ciągu tego roku szkolnego pare razy odwiedziła nas mama z Lucy. Dziewczynka jest strasznie przywiązana do matki, ale bardzo przeżywa to że nas nie ma. Ojciec nie ma już z nami kontaktu, pewnie nawet o nas nie pytał.

Co do mojego związku z Mattem to był wierny. Oliv sie myliła co do niego. Nie lubiła go i nigdy nie chciała z nami wychodzić no cóż... Miała swojego chłopaka w Los Angeles, ale utrzymywali kontakt tylko przez telefon. Wydaje mi sie że to nie dokońca dobra opcja, a niedługo mnie i Matta czekało to samo.

POD KONIEC ROKU SZKOLNEGO:

Dobiegł koniec roku szkolnego. Zaczęłam strasznie przeżywać bo Matt miał wyjechać do Los Angeles, rozwijać swoją kariere sportową. Zapewniał że będzie mnie odwiedzał, ale martwiłam sie że sobie tam kogoś znajdzie, raczej napewno tak będzie... I tak sie dziwiłam że zaczęliśmy sie spotykać, ja pierwszoroczna, on najprzystojniejszy w szkole, w jego roczniku jest dużo ładniejszych dziewczyn. Cieszył mnie fakt że odrzucał zaloty innych dziewczyn i był przez cały rok wierny. Był wobec mnie bardzo opiekuńczy. Jestem w niego zapatrzona jak w obrazek.

Do niczego większego z Mattem nie doszło, co prawda sypiłam u niego czasem, ale kończyło sie na namiętnych pocałunkach. Może to dobrze. On nie nalegał, chyba naprawde mnie kochał. Zresztą ja jego też.

Holly chodziła z Jimim. Co prawda nie działo sie między nimi nic wielkiego, ale czego miałam oczekiwać mają po 13 lat. Cieszyłam się jednak i z tego bo to pierwsza miłość siostry i fajnie im sie układa. Nadal Hol traktowalam jak przyjaciółkę, chociaż oby dwie zajęłyśmy sie swoimi sprawami i nie spędzałyśmy tyle czasu co kiedyś. Jednak mogłyśmy na siebie liczyć w każdej sytuacji.

Babcia była szczęśliwa, że jej pomagamy i że nie jest już sama. Cieszyła sie że z nią mieszkamy.

Nadal dobrze dogadywałam sie z Olivią. Była nieco zazdrosna że nie poświęcam jej tyle czasu, ale była wyrozumiała. Ona co prawda nie miała chłopaka, może to przez ten jej zwariowany wygląd i charakter. Była kłótliwa, uparta, twarda, miała cięty język, ale jak sie ją bliżej pozna to jest naprawde miła, i jest świetną przyjaciółką. Troche przystopowała z mocnym makijażem i jej czerwone włosy przechodzą bardziej w rude.

Co do świadectwa to wyszłam całkiem nieźle, nawet nie wagarowałam, pare razy podrobiłam zwolnienie, ale nie przesadzałam.

Co do zespołu to jakoś nie wyszło. Pan West został zwolniony po pierwszym semestrze,a nowy nauczyciel preferował muzykę klasyczną, więc o wsparciu z jego strony nie bylo mowy. Zakończyłyśmy więc poszukiwania do zespołu. Ale we dwie, pary razy, głównie dla kasy, ale pasji w tym nie brakowało, występowałyśmy w jakiś knajpie śpiewając do kotleta. Matta jakośmuzyka nie kręciła, ale cieszył sie razem ze mną z każdego występu. Ja za to wspierałam go podczas każdego meczu, i nie przegapiłam ani jednego.

W ostatnim tygodniu Oliv zgodziła sie pójść ze mną, Mattem i chłopakami z drużyny na miasto. Chłopcy wprowadzili nas do klubu, (nie pierwszy raz, ale pierwszy raz z Oliv) chłopcy wcześniej znali ją jako - przyjaciółka Em, nikt znaczący, szara postać. Ale wtedy zaczęli się nią interesować. Może przez to że jest taka szalona przyciąga facetów od razu jak zaczną z nią gadać. W każdym razie nie nudziła sie i nie brakowało jej towarzystwa, zatańczyła chyba z każdym podobnie jak ja,

Ostatni rocznik miał bal. Matt zaprosił mnie, oczywiście sie zgodziłam. Olivia została zaproszona przez Carla, przyjaciela Matta, był równie przystojny co Matt i widać było jak Oliv ślini sie na jego widok. Strasznie sie cieszyła jak ją zaprosił i żałowała że wcześniej z nami nie wychodziła.

Po jutrze bal, jutro z Oliv nie idziemy do szkoły tylko jedziemy do centrum szukać kreacji na wyjątkową okazje. Śpimy u niej. Jimi śpi u nas. Jej rodzice znowu wyjechali. Zaprosiłyśmy na noc Matta, Carla i jeszcze kilku chłopaków z drużyny. Zaopatrzyłyśmy sie w miejscowym sklepiku w procenty, ogarniałyśmy jej dom i czekałyśmy na naszych "gości".
                                                                                                                   

Troszke chce przyspieszyć, bo w końcu to ma być o gunsach ><

BŁAGAM KOMENTUJCIE nie wiem czy ktoś to teraz jeszcze czyta, błagam dajcie jaki kolwiek znak życia !

Z góry dzięki ;)

Info - następnego spodziewajcie sie za ok. 2 dni ;) Jak komus sie podoba i chce być informowany dalej, niech napisze

niedziela, 21 lipca 2013

Rozdział 9.


Brrrrrrrrrrr.... Dzwoni ten pieprzony budzik, nie mam siły go wyłączyć tylko zakrywam głowę poduszką. O boże zowu trzeba wstać... Znowu zaczyna się ten cały cyrk. Znowu trzeba iść do szkoły. Nie byłyśmy na rozpoczęciu, uznałyśmy że to bez sensu. Ale trzeba myśleć optymistycznie. Nowa szkoła. Nowi znajomi. Mogą sie okazać normalni. Poprostu rozpoczynam nowe życie, które będzie zajebiste... Mam nadzieje. Wstaje i idę obudzić siostre. Chwile leżymy razem, po czym wstajemy i idziemy się szykować. Ja pierwsza wbiegam do łazienki. Zakładam shorty z wysokim stanem i koszulke AC/DC. Robie delikatny makijaż włosy związuje w wysokiego kucyka. Wychodze z łazienki i ide na dół. Babcia już nie śpi, całuje ją w policzek i siadam do stołu. Zrobiła nam śniadanie.
- Za 15 minut musimy wychodzić, Holly już wstała?
- Tak babciu, ale pójdziemy same, nie musisz nas odprowadzać. - uśmiecham sie do niej serdecznie.
- No tak przecież nie macie po pięć lat... - do kuchni wchodzi Hol, wita sie z babcią i siada naprzeciwko mnie, zaczynamy jeść grzanki - No dobra to ustalmy jakieś zasady - zaczyna babcia.
-To zabrzmiało groźnie.
- Chodzi mi tylko o jakieś reguły, ok?
- No dobra no to powiedz o nich.
- Chodzi mi tylko o to żebyście w szkole nie robiły problemów, tak? Żadnych wezwań do dyrektora, nieusprawiedliwionych godzin i jedynek.
- Da sie zrobić.
- Oczywiście nie mam nic przeciwko temu żebyście wychodziły popołudniu czy wieczorem poprostu chce o tym wiedzieć.
- My nie sprawiamy problemów, babciu. Nie masz sie o co marttwić. - całujemy babcie w policzek bierzemy torby i ruszamy do szkoły. Po drodze rozmawiamy o szkole i przyszłości, pale też papierosa. Szkoły znajdują sie w jednym wielkim budynku. Wchodzimy do szkoły. Mnóstwo ludzi sie na nas patrzy, staramy sie nie zwracać na nich uwagi, ale obydwie sie rozglądamy. Wchodzimy do sekretariatu. Rozmawiamy chwile z miłym dyrektorem około pięćdziesiątki, dostajemy plan szkoły i rozkłady lekcji. Obydwie wybrałyśmy profile artystyczne. Dzwoni dzwonek. Rozchodzimy sie do swoich sal. Pierwszą mam godzine wychowawczą. Pani Adams wygląda na dosyc srogą. Przedstawia omnie klasie, i każe usiąść z tyłu obok wesołej dziewczyny, w koszulce black sabbath.
- Hej, jestem Olivia - powiedziała wesoło.
- Emily, widze że sie jakoś dogadamy - pokazuje na jej koszulke. Do końca dnia trzymalam sie z Olivią. Olivia wyglądała na nieco szaloną. Miała czerwone włosy związane w koka i prostą grzywke, no może nie do końca prostą. Na jej twarzy gościł uśmiech. W ciągu dnia nie spotkałam sie z Holly, ale to znaczy że ona też sie jakoś odnalazła, skoro mnie nie szukała. Umówiłyśmy sie że po lekcjach spotkamy się przed wejściem. Olivia też czekała na swojego brata. W pewnym momencie przyszła Holly i Jimi. Przyszła z Jimim !
- Jimi! Co ty tu robisz !? Przeciesz miałeś zostać u dziadków !
- To wy sie znacie? - spytała zdziwiona Olivia.
- No, ale skoro wy tu przyjechałyście, to zdecydowałem wrócić... - chłopak nieco sie zarumienił.
- Aaa wy mieszkałyście tam gdzie nasi dziadkowie??
- Dokładnie !
- A jak to sie stało że tu mieszkacie?
- To długa historia, może sie gdzieś umówimy dziś wieczorem?
- Możecie wpaść do nas, akurat nie będzie rodziców bo wychodzą na noc. No w sumie to możecie przyjść na noc.
Pomysł się przyjął. Poszliśmy do nas po rzeczy. Oczywiście babcia wszystkim wcisnęła obiad. Po posiłku wzięłyśmy książki i ubrania na jutro i ruszyliśmy do naszych znajomych mieszkali 10 minut od naszego domu. Jej dom był podobnej wielkości jak mój, utrzymany w ciemnych kolorach - głównie bordowy, szary i butelkowa zieleń.  
Jednak nie było tam za ciemno. Wszystko rozjaśniały nieco jaśniejsze, nowoczesne meble. Olivia miała duży pokój, na ścianach wisiały plakaty moich ulubionych zespołów. Zobaczyłam też gramofon i pudło z winylami. Było ich strasznie dużo. Włączyłam Aerosmith. Usiedliśmy na podłodze, Oliv przyniosła każdemu po piwie, naszemu rodzeństwu również. Szło im wolno, ale sie nie poddawali. W pewnym momencie dzieciaki postanowiły iść do pokoju Jimiego, oni mieli na 8 my na 9:40 więc umówilismy się że nas rano nie będą budzić, poszli i już sie u nas nie pojawili. My wypiłyśmy jeszcze po 4 piwa i nas lekko chwyciło. Zaczęłyśmy tańczyć. Oliv + alkochol = jeszcze bardziej szalona Oliv. biegała po domu udając że miotła to gitara, i zaczęła śpiewać, a wychodziło jej to naprawde nieźle. Ja dorwałam sie do gitary jej ojca i wykonywałyśmy utwory Stonesów. Zrobiłyśmy sobie też jakieś 20 zdjęć jej nowym polaroidem. Opowiadałyśmy sobie różne dziwne historie, zaczęłyśmy sie sobie zwierzać, opowiedziała mi jak bardzo chciała by sie stąd wyrwać, i ze za ciekawie to tu nie jest. Było strasznie fajnie. Około 4 usnęłyśmy, ściskając się i przytulając na jej jednoosobowym łóżku. Znalazłam sobie w końcu przyjaciółkę, mam nadzieje że sie będziemy cały czas tak dobrze dogadywać.
                                                                                                            
Jeśli jeszcze ktoś tu zagląda to prosze o komentarze !!! W następnym troche przyspiesze, w końcu to gunsowe opowiadanie, nie ;) ?

INFO

Więc nie chce sie za bardzo tłumaczyć czemu mnie nie było 4 miesiące, ale mam ochote dalej pisać. Jak ktoś tu jeszcze zagląda to super ! Jeszcze dziś postaram sie dodać kolejny rozdział. Powiedzcie znajomym o tym blogu bo postanawiam go dalej pisać. Mam nadzieje że nie wyszłam z wprawy i nadal jakoś mi będzie szło. Jeszcze raz przepraszam za dług nieobecność i zachęcam do ponownego zaglądania na bloga ;)

niedziela, 3 marca 2013

Rozdział 8.

Dobra teraz będe pisać troche ogólniej żeby jak najszybciej dotrzeć do spotkania z gunsami :) Przepraszam że taki krótki ale naprawde nie mam czasu, strasznie dużo nauki i mały brak weny. Mimo wszystko prosze o komentarze.

                                                                                                                      

Andrea oprowadziła nas po okolicy, nakarmiła nas, zrobiła jedzenie na dalszą droge i odprowadziła wieczorem na spotkanie z Cashem. Mężczyzna okazał się być przystojnym 20 latkiem. Serdecznie podziękowałam za wszystko kobiecie. Wgramoliłyśmy się do kabiny średniej wielkości ciężarówki. Ja siedziałam obok Casha, a Hol po mojej drugiej stronie. Mała wykończona dzisiejszym dniem od razu usnęła. Ja przegadałam całą drogę z chłopakiem. Okazało się że też słucha rocka więc całą drogę słuchalismy muzyki z jego kaset, których miał multum. Po drodze zjedliśmy kanapki, które zrobiła nam Andrea, nie dzieląc się z Hol. Troche mi było głupio wiec liczyłam że sie nie obudzi. Cash regularnie jeździ do San Diego, więc umówilismy się że kiedyś do mnie przyjedzie. Kiedy dojeżdżaliśmy wyjęłam kartke z adresem i dałam ją chłopakowi. Na miejsce dojechaliśmy po 23. Cash wziął kasete Led Zeppelin i wręczył mi ją "na pamiatke po nim". Brzmiało to troche jakbym dostawała coś po kimś zmarłym. Obudziłam Hol. Podziękowałyśmy chłopakowi. On ruszył w dalszą drogę, do miasta, a my podeszłyśmy do właściwego domu. Pamiętam go jak przez mgłę. W kuchni jest zapalone światło. Nieśmiało podchodzimy do drzwi. Po chwili zawahania naciskam dzwonek. Chwile odczekuje, spoglądam na równie zdenerwowaną co ja Holly i dzwonie jeszcze raz. Światło w przedpokoju zapala sie i pochwili babcia przekręca zamek. Otwiera powoli drzwi. Patrzy na nas ze zdziwieniem. Jesli chodzi o nią to nadal świetnie sie trzyma.
- Emily, Holly? - pyta upewniając się.
- Cześć babciu - mówie nieśmiało i uśmiecham się.
- Boże drogi ! Dzieci ! A co wy tu robicie ? Gdzie rodzice ?
- Jesteśmy same...
- Jak to ? W środku nocy ?! Wejdźcie do środka i porozmawiamy. - wpuszcza nas do środka, odkładamy rzeczy, rozbieramy się, wszyscy idziemy do kuchni, babcia robi nam herbaty. Siadamy przy stoliku.
- Więc wytłumaczycie mi co tu robicie ?
- Chce mi sie spać Em - mówi do mnie cicho siostra
- Tak, babciu, tylko Hol chciała by sie położyć... Czy jest taka możliwość?
- Oczywiście. Przecież was nigdzie nie wypuszcze. Chodźcie przygotuje wam spanie.
- Możemy spać razem ? - pyta cicho Hol
- Oczywiście Aniołku - odpowiada babcia gładząc ją po głowie. Bierzemy swoje rzeczy. Kobieta prowadzi nas na górę, wchodzimy do sporego pokoju gdzie znajduje się dwuosobowe łóżko. Odkładamy rzeczy. Pomagam kobiecie pościelić. Siostra przebiera sie w łazience w piżame i kładzie sie do łóżka. Przykrywam ją, całuje i wychodzimy z babcią z sypialni. Idziemy z powrotem to kuchni. Bierzemy dzbanek z herbatą i szklanki i przechodzimy do saloniku. Siadamy na fotelach.
- To opowiesz mi kochanie co się stało? - wytłumaczyłam babci wszystko dokładnie, opowiedziałam jaka sytuacja panuje w domu, jak tata rzadko tam bywa, jak zachowuje sie matka. Powiedziałam jej że palę. Powiedziałam o tym że mam ćpa. O tym że sie przespała z jakimś facetem. Mówiłam otwarcie o wszystkim. Babcia wysłuchała wszystkiego z uwagą, w niektórych sprawach sie ze mną zgadzała, niektóre potępiła. Po długiej rozmowie babcia zadecydowała, żę u niej zostaniemy. Zapisze nas do szkoły - to był warunek mieszkania z nią. Zgodziłam się. Ze strony Hol raczej nie będzie problemu, a ja sie przemęcze. W końcu nie dużo mi zostało.
Wakacje minęły bardzo szybko. Kilka dni po naszej ucieczce matka dotarła do nas, babcia nie chciała nas oddać, matka sie zgodziła żebyśmy zostały, będzie babci wysyłać pieniądze i kontrolować nas. Potem odwiedziła nas drugi raz i dowiozła nam pare rzeczy, ubrań. Podczas wakacji, babcia dała nam oddzielne pokoje, które sobie urządziłyśmy, rozpakowałyśmy się. Często chodziłam do pobliskiego lasu, gdzie siedziałam długo, grałam, paliłam - bo w domu już nie moge tego robić, pisałam piosenki. Dużo czasu spędzałam z Holly. Mała całkiem dobrze znosi tą sytuacje. Przyzwyczaiłyśmy się już do tego miejsca, do babci. Babcia "pracuje" w sadzie. Hoduje owoce, sprzedaje. Często jej pomagałyśmy. Holly zaprzyjaźniła się z dziewczynką z sąsiedztwa. Ja z nikim nie chciałam sie zaprzyjaźniać, nie szukałam towarzystwa, raczej go unikałam. W ostatnim tygodniu wakacji babcia zapisała nas do szkoły, kupiła podręczniki. Jutro idziemy do szkoły. Witamy w piekle.

wtorek, 19 lutego 2013

Rozdział 7.



- Dziewczyny ... Postój ! - budzi nas mężczyzna 
- Hol... Wstawaj - teraz to ja próbuje obudzić siostrę.
- Macie 15 minut okey ?
- Tak dziękujemy. - mężczyzna poszedł w stronę baru 
- Holly wstawaj nie mamy dużo czasu ! - dziewczynka otwiera oczy i przeciąga sie
- Emma boli mnie brzuch ...
- Może z głodu ?
- Nie wiem ... 
- To chodzmy coś zjeść - wstajemy. Pomagam małej zeskoczyć z samochodu i ruszamy w stronę baru. W środku pustki. W rogu przy telefonie siedzi nasz kierowca. Podchodzimy do lady. 
- Dwa hamburgery prosze - mowie i klade na tacce 10$. Siadamy przy ladzie. Kelnerka podaje nam kanapki. Szybko sie z nimi uporalysmy. Teraz jeszcze toaleta. Idziemy do tego dość zadbanego jak na taki bar miejsce. Jedna kabina - pierwsza ide ja, zaraz po mnie wchodzi Holly. 
- Emma? - pyta zaniepokojona
- No co sie dzieje?
- Bo wiesz... Ja chyba.. dostałam... miesiączki... - o ja pierdole... 
- Pierwszej ?!
- No tak... - mówi zrozpaczona.
- Okey nie panikuj. - podchodze do automatu kupuje siostrze kilka podpasek. - Otwórz drzwi. - Mała otwiera, łzy spływają po jej policzkach. Usmiecham sie do niej - Spokojnie. Przecież to normalne. Wiesz jak tego użyć? 
- Tak - mówi drżącym głosikiem. Siostra wchodzi do kabiny. Ja chowam reszte podpasek do kieszeni. Po chwili mała wychodzi.
- Wszystko okey?
- Tak.
- Hol to normalne nie płacz. Każda przez to przechodzi. - ruszamy spowrotem na miejsce spotkania.
- Ale teraz ?! I boli mnie brzuch ...
- Bardzo?
- Tak...
- Mam tabletki dam ci w samochodzie.
Po 15 minutach jesteśmy juz pod samochodem.
- Możemy jechać dalej ?
- Tak jasne. - wgramoliłyśmy sie spowrotem na pake, usadowilysmy sie wygodnie. 
- Za godzinę będziemy na miejscu - oznajmił nasz kierowca i ruszył w dalszą drogę. - Zastanawiałyście sie juz jak dojedziecie dalej ?- spytał po chwili
- Nie wiem nie myślałam o tym jeszcze...
- Mógł by was zawieść mój kolega... Dziś wieczorem wyjeżdża... Dowozi towar do sklepów i akurat macie szczęście bo dziś o 20 rusza. Rozmawiałem z nim o tym... Zgodził sie 
- To bardzo miłe z Twojej strony... - zastój bo nie wiem jak ma na imię 
- Rob - podrzuca
- Rob - kończę - ale głupio mi bo zorganizowałes nam cała podróż...
- Przecież wszystko jest po drodze 
- No ale i tak mi głupio
- Jak macie na imię ??
- Ja jestem Emma a moja siostra to Holly
- Miło sie z wami jedzie. Czyli ustalone. Mój kolega was podwiezie. Przepraszam ale muszę sie skupić na drodze 
- Jasne i bardzo dziękuje. - Rob zajął sie jazdą. Schowałam nasz mini zakup dyskretnie do plecaka, podałam małej tebletke i wode. Objęłam ją. Mała usnęła, ja zaś podziwialam krajobraz i słuchałam muzyki. Po dluzszej jeździe wjechaliśmy do małego miasteczka. Rob zaparkował pod małym domem. Ja obudzilam Hol.
- Jesteśmy na miejscu - szczery uśmiech. Z domku wyszła jakas kobieta. 
- No nareszcie Rob ! Myslałam ze już coś sie stało ! - mówi zatroskana.
- To jest moja żona, Andrea. Kochanie to są te dwie dziewczynki o których ci mówiłem. - Kobieta podchodzi do paki i z serdecznym uśmiechem zaczyna:
- Witajcie dziewczynki, Emily i Holly, tak? Rob mi o was mówił. Zapraszam do nas na obiad, odpoczniecie, a potem Cash o 20 was zabierze do San Diego. Zapraszam, zapraszam. Weźcie rzeczy i chodźcie do domu zapewne jesteście zmęczone. Rob pomóż dziewczynkom. - Andrea weszła do domu. 
- No więc chodźcie. - każda z nas wzięła swoje rzeczy. Rob pomógł zejść Holly, ja zeszłam sama. Ruszyliśmy w strone domku. Weszlismy za mężczyzną do małego Holu. Zdjęłyśmy glany i ramoneski. Na ścianie wisi zegar. Jest godzina 13. 
- Tu jest łazienka, odświeżcie się. Tam jest jadalnia. Przyjdźcie jak skończycie 
- Dziękujemy bardzo. - kładziemy nasze plecaki na ziemi. Rob idzie do jadalni. Wyciągam dyskretnie kosmetyczke i podaje ją Hol. mała idzie skrępowana do toalety. Wraca i chowa rzeczy do swojego plecaka. Ja szybko korzystam z toalety i idzemy do jadalni. Dom jest mały i skromny. W jadalni jest okrągły stół i 5 krzeseł. Na stole stoi waza z zupą, talerze, sztućce. Nieśmiało siadamy przy stole. Kobieta nakłada wszystkim jedzenie i nawiązuje z nami konwersacje. Zaczęła od wypytania się nas o dane, co robimy, skomentowania jakie to niebezpieczne, i jak nieodpowiedzialna jest nasza matka. Po półtorej godziny zjedlismy. Postanowiłam że posprzątam. Andrea chwile sie wahała, ale ja byłam uparta i zabrałam sie za sprzątanie. Rob pojechał do znajomych, podobno musi coś pomóc. Kobieta zajęła się moją siostrą. Zabrała ją na ogród. Ja przeszłam do małej kuchni, pozmywałam i powycierałam naczynia. Następnie wyszłam w poszukiwaniu siostry. Mała huśtała się wysoko bujana cały czas przez Andree. Sprawiało jej to niezłą frajde. Usiadłam pod drzewem, załozyłam słuchawki i przyglądałam się dziewczynom. 

                                                                                                                    

Tak wiem dawno nic nie dodałam... Przepraszam, nie wyrabiam w szkole, staram sie pisać, ale utykam w połowie i kończe tydzień później. No ale wreszcie dodałam. KOMENTUJCIE LUDZIE !!! Prosze o szczere komentarze - to strasznie motywuje !

niedziela, 3 lutego 2013

Rozdział 6.

Drrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrr... Dzwoni budzik. Sięgam po niego i szybko go wyłączam. Patrze jeszcze na godzine. Jest 5.03. Za oknem dopiero zacznie się rozjaśniać. Właśnie sobie uświadomiłam że zaraz wraz z moją siostrą się wynosimy z domu. Patrze na nią. Śpi tak słodko. Postanawiam jej jeszcze nie budzić. Biore ubrania i szybko ide sie ubrać. Zakładam długie skórzane spodnie i koszulkę Led Zeppelin. Do tego glany i ramoneska. Robię delikatny makijaż. To znaczy pudruje lekko twarz, maluje rzęsy i robie delikatne kreski. Rozczesuje moje długie kłaki i wiąże je w koka. No całkiem nieźle. Myje zęby, zamykam kosmetyczke, biore ją ze sobą i wchodze do pokoju. Mała właśnie zaczęła się budzić. Chowam moje rzeczy do plecaka i zasuwam go. Podchodze do łóżka i całuje dziewczynkę w czubek głowy.
- Hej mała.
- Hej, czemu mnie nie obudziłaś jak ty wstawałaś?
- Chciałam żebyś jeszcze pospała.. Przed nami ciężka dorga... Jesteś tego świadoma?
- Tam Em. - mówi pewnie. Uśmiecham sie do niej przyjaźnie, ale tak naprawde boje sie że nie damy sobie rady... Zaczynam sie bac dopiero teraz. Ale nie ma już odwrotu.
- Ide zrobić nam kanapki na śniadanie i na droge. Ty w tym czasie sie ubierz i uczesz. okej?
- Dobrze - mówi i przeciąga się słodko. Jeszcze raz całuje dziewczynę i wychodze po cichu z pokoju. Ide do kuchni. Wyciągam chleb, masło, sałate, ser i szynke. Szybko robie różnorodne kanapki. 6 podwójnych kromek pakuje do reklamówek. Po 2 kromki zostawiam na teraz. Sprzatam po sobie, zabieram wszystkie kanapki i ide na góre. Wchodze do pokoju. Hol już ubrana stara się pościelić moje wielkie łóżko. Usmiecham sie na ten widok.
- Zostaw Hol, zaraz się tym zajmę.- mówię przyjaźnie.
- Em nie jestem głodna.
- Mała nie ma opcji bez śniadania cie nie wypuszcze.
- Mówisz jak mama
- Bo teraz będe taką mamą troche...
- No ale Em...
- Dobra, będe milsza.
- Em ale ja nie chce jeść...
- Holly naprawde czeka nas ciężka droga. Musisz zjeść przynajmniej 1 i pół.
- 1
- 1 i pół
- No Em!
- Nie kłóć sie ze mną i jedz! - usiadłyśmy na pufach i zaczęłyśmy jeść. Mała okazała się być bardziej głodna niż sie jej wydawało. Kiedy ja skończyłam jeść, wzięłam sie za ścielenie łóżka. Siostra w tym czasie uporała się z drugą kanapką.
- No widzisz! Zjadłaś wszystko! - uśmiecha sie do mnie głupio. Odpowiadam jej tym samym głupkowatym uśmiechem.
- Która godzina?
- 5.30. Jak chcesz iść do tego chłopaka to wychodzimy. - mała założyła kurtkę i buty. Zarzuciłyśmy plecaki na plecy, ja jeszcze dodatkowo musiałam wziąć futerał z gitarą. Przewiesiłam sobie ją przez ramie. Zeszłyśmy po cichu na dół. Wychodzimy przed dom. Zamykam drzwi i zostawiam klucz w doniczce kwiatka. Na horyzoncie zaczyna sie pojawiać słońce. Ruszamy w stronę targu. Dochodzimy tam w 10 minut. Hol szybko odnajduje chłopaka przy stoisku z warzywami i owocami. Starsza pani właśnie obsługuje jakiegoś staruszka. Jimi patrzy na nas zdziwiony. Odchodzi od stoiska. Podchodzimy do niego i witamy sie z nim.
- Hol, dlaczego ty też masz plecak. Przecież to ty miałaś jechać - patrzy na mnie.
- Ale ja postanowiłam jechać z Emily... - mówi i opuszcza głowę.
- Ale Holly jak to?
- Wiesz Jimi... sytuacja w naszym domu nie jest najciekawsza i po prostu wyszło tak że musimy wyjechać obydwie.. - tłumacze szybko a on kiwa smutno głową ze zrozumieniem.
- Ej... Mówiłeś że masz tam siostre! Nie możesz do niej pryzjechać na nowy rok szkolny!? - pytam
- Nie wiem... Ja też nie mam w domu najłatwiej dlatego jestem teraz z babcią...
- Em, chodźmy juz - mówi do mnie smutnym szeptem Hol
- No więc... Jimi miło mi cie było poznać. Mam nadzieje że sie jeszcze spotkamy - podaje mu ręke. On odwzajemnia uścisk.
- Hol... - zaczyna patrzy na mnie -Hol, bo ja wiesz... - nie może sie wysłowić, ale ja chyba wiem co chce powiedzieć. Zaczynam powoli odchodzić. Za sobą słysze tylko część dalszej rozmowy. - Holly bo wiesz ja cie ... - dalej juz nie usłyszałam odwróciłam sie w pewnym momencie. Chłopak sprzedał dziewczynce buziaka prosto w usta. Uśmiecham sie na ten widok. Holly przytula czule chłopca i biegnie w moją stronę.
- Idziemy? - pytam, ona tylko kiwa twierdząco głową. Po jej policzkach spływają łzy. Bez słowa otaczam ją ramieniem i zaczynamy iść w określonym kierunku. Idziemy spokojnym krokiem, nie za szybko, nie za wolno. Siostra już się uspokoiła
- Jeszcze sie z nim spotkasz wiesz o tym.
- Możliwe...
- To pewne mała. - mówie wesoło wyciągam mój odtwarzacz muzyki i podaje małej jedną słuchawkę. Słuchamy Black Sabbath. Od razu nam sie poprawia humor. Idziemy juz 2 i pół godziny. Jak sie domyslam nie przeszłyśmy za dużo. Zmęczyłysmy sie nieco. Mała znacznie bardziej niż ja. Siadamy pod drzewem przy szosie i wyciągamy po kanapce.
- Em...
- Tak?
- To jest znacznie bardziej męczące niż mi sie wydawało.
- Jeśli chcesz to możemy tu troche dłużej odpocząć - mówie, ale mysle że powinnysmy przejść jak najwięcej. - I tak bardzo dzielnie sie trzymasz.
- Nie dokończymy kanapki odsapniemy i możemy iść dalej.
- Napewno ?
- Tak - mówi z uśmiechem. Dokończyłyśmy jedzenie, zebrałysmy rzeczy i ruszyłysmy powoli dalej.
- Holly...
- Co?
- A co ty na to żęby pojechać na stopa? Nie będziesz sie bała?
- Nie. Czego?
- Ok... - mówie. Wiem że ona jeszcze może nie rozumieć że ktoś na przykład może ją zgwałcić. Zaczynam machać na każdy przejeżdżający samochód, którego nie prowadzi jakiś starszy oblech. Idziemy 45 minut. W końcu ktoś raczył się zatrzymać. Miło wyglądający mężczyzna około trzydziestki.
- Hej dzieciaki! - zaczyna przyjaźnie.
- Dzień dobry - odpowiadam z nadzieją.
- Podwieźć gdzieś???
- My do San Diego jedziemy...
- Ohoho to daleko. moge was zabrać do El Centro. Dalej będziecie musiały sobie radzić same.
- Było by super!
- Tylko jeśli już to na pace będziecie jechać.
- Nie ma sprawy
- To wskakujcie!
- Dziękujemy panu bardzo.
- Podziękujecie jak dojedziemy - uśmiechnął sie do nas. Podsadziłam siostre potem ona pomogła mi wejść. Usadziłyśmy się obok siebie bokiem do kierunku jazdy. Usmiechnęłam się do niej. Odwzajemniła uśmiech. Oparła się o mnie. Ruszyliśmy. Po jakiś 5 minutach drogi kierowca spojrzał przez okienko z tyłu.
- Wszystko dobrze?
- Tak jasne! - uśmiecha się do nas - A za ile będziemy na miejscu?
- Hmmm... wliczając jakoś 15 minut przerwy do za 3 i pół godziny mniej więcej.
- O to super!
- Chcecie herbaty?
- Z chęcią - powiedziałam i spojrzałam na siostre ona sie lekko uśmiechnęła. Facet podał nam termos.
- Dziękujemy serdecznie
- Nie ma sprawy. Mam tylko jedno pytanie?
- Tak?
- Możecie mi wytłumaczyć czemu takie dzieciaki jak wy dwie, jak sie domyślam, uciekacie z domu? - wiedziałam żę gościu o to spyta. Wytłumaczyłam mu wszystko w 10 minut góra. Potem powiedział że musi sie skupić na drodze. Oddałam mu termos. Przytuliłam siostre i z muzyką w uszach oby dwie odpłynęłyśmy.
                                                                                                                       
Przepraszam że tyle czekaliście ... Mam nadziej że sie podobało :D Po dłuższej nieobecności straciłam wprawe ;/ Licze na szczere komentarze! ;)

niedziela, 20 stycznia 2013

Rozdział 5.

- Pa Hol. - dodał i rozeszliśmy się każdy w swoją stronę, Po 5 minutach drogi w milczeniu w końcu zagadałam do dziewczyny:
- No wydaje mi sie że cie lubi...
- Możliwe... - powiedziała speszona
- Haha, napewno cie lubi mała. - uśmiecha sie do mnie serdecznie. - No i co? Mówisz że on tu będzie mieszkać z dziadkami?
- No tak.
- Czyli będziecie chodzić do tej samej szkoły? A nie! Bo przecież on jest starszy o rok... - przypominam sobie
- Ale będziemy chodzić do jedej klasy bo on później poszedł do szkoły...
- A no to fajnie!
- A no fajnie, fajnie... Emily?
- Tak?
- Nie chce żebyś wyjeżdżała...
- Skarbie dobrze wiesz jak wygląda sytuacja. Obiecuje ci że jeszcze w te wakacje sie zobaczymy!
- Ale obiecujesz?
- Obiecuje!
- To super. A jesteś pewna że nie moge z tobą wyjechać?
- Nie mała... już ci tłumaczyłam że nie... Jak podrośniesz to do mnie przyjedziesz.
- Dobra.
- Prosze cie nie smuć się tak... Wiesz że cie kocham najbardziej na świecie i chetnie bym cie zabrała ze sobą... Ale wiesz też jak wygląda sytuacja! Mam nadzieje że nie masz mi tego za złe...
- Mam!!! Ale rozumiem więc postaram sie nie gniewać... Tylko ... ja sie troche boje...
- Czego?
- Nie wiem... Poprostu sie boje Em...
- Nie bój się mała... wszystko będzie dobrze zobaczysz! Niedługo sie zobaczymy potem do mnie przyjedziesz i będzie zajebiście. Tylko potrzeba czasu. Wszystko sie ułoży i będzie dobrze.
- Mam nadzieje - podsumowała. Przytuliłam ją. Stałysmy przed drzwiami do domu. Otworzyłam je i weszłyśmy po cichu do domu. Światła były pogaszone i panował cisza.
- Mama pewnie juz poszła spać - powiedziałam szeptem do siostry. Po cichu się rozebrałysmy.
- Idź się kąpać, ja ogarne szybko salon i kuchnie i do ciebie przyjde. - siostra po cichu poszła na góre. Ja ruszyłam w stronę salonu. Na Kanapie siedzi mama ma zamknięte oczy i głowe odchylona do tyłu. Coś ściska w ręce. Prawdopodobnie śpi. Po cichu biore tależe ze stołu i ruszam w strone kuchni. Zmywam naczynia i wycieram ręce. Odwracam się.
- Kurwa! - krzyknęłam przestraszona. Mama stoi w drzwiach i mnie obserwuje.Próbuje przejść obok niej - Przepraszam - mówie ostro bo nie chce mnie przepuścić w drzwiach.
- A gdzie sie wybierasz skarbie??? - mówi podejrzliwym tonem
- Ide spać. Przepusć mnie
- Oj Emily, Emily... Chodzi mi o to gdzei sie wybierasz jutro z rana...
- Słucham ?! - Fuck chyba była u mnie w pokoju i sie domyśliła...
- Nie udawaj Em... Dobrze wiem że chcesz uciec z domu! Masz mnie za głupią!
- Tiaa- szepcze pod nosem
- Co ?!
- Nic!
- Coś ty powiedziała ty mała kurwo!!!
- Słucham?!!! Jakim prawem tak do mnie mówisz!
- Mówie to co mi sie podoba - patrze mojej mamie głęboko w oczy. Rozszeżone źrenice. Prawie nie widać tęczówek... Amfetamina... To wszystko wyjaśnia
- Mamo jesteś na prochach !!! Znowu!!! Mówiłaś że z tym skończysz!!! Jesteś popieprzona! Masz 3 dzieci i przy nich bierzesz...
- A co cie to kurwa obchodzi! To moje życie a jak ci sie coś nie podoba to wypierdalaj stąd!!!
- Z chęcią! Już jutro rano mnie tu nie zobaczysz!!
- Mam nadzieje! Już myślałałm że sie ciebie nie pozbęde!!!
- Że co kurwa !? O nie! W życiu nie zostawie z tobą Holly!!
- Dobrze zabieraj ją! Mam to gdzieś ! Przynajmniej Lucy wychowam po swojemu...
- Ale z ciebie szmata... Wlasne dzieci z domu wypieprzasz... Myślałam że ty naprawde kochasz Hol, ale nie... Teraz zależy ci tylko na tym żeby wychować Luc po swojemu.. To znaczy na prochach..?!!
- Nawet jeśli to co cie to do kurwy nędzy obchodzi?
- Może dlatego że to moje siostry, dla których to bardziej ja jestem niż matka niż ty! A co powiesz ojcu co???
- Chuj mnie on obchodzi!! Kurwa nie wpieprzaj sie w moje życie ty mała dziwko! Jutro nie chce widzieć ani ciebie ani Holly !! Jesteście takie same do kurwy nędzy!! - przypieprzyłam mojej mamie z liścia. Stała w drzwiach wmurowana. Ominęłam ją i z łzami w oczach pobiegłam na góre. Holly właśnie wychodzi z łazienki.
- Nadal chcesz jechać ze mną?
- Tak. - powiedziała szybko ze zdziwioną miną.
- To chodź idziemy cie spakować... - poszłyśmy bez słowa do jej pokoju.
- Co sie stało? - spytała siostra już w pokoju.
- Holly... mama bierze amfetamine... jest nie dokońca świadoma tego co mówi ale kazała mi zabrać cie ze sobą...Tak jakby nie zależało jej na nas... - powiedziałam po cichu spokojnie. Widziałam jak siostrze spływają łzy po policzkach. Przytuliłam ją. mi także strasznie chce sie płakać. Nie dlatego że matka wypieprza mnie z domu. Tylko dlatego że wypieprza moja siostrę, która cały czas żyła w świadomości że jest kochana i która równie mocno kochała matke.
- Dobrze że sie tak stało Em... Przynajmniej będe z tobą... - powiedziała szlochając.
- Spakujmy cie szybko mała i chodźmy spać... - wyciągnęłam z jej szafy plecak, podobny do mojego. - Na łóżko kładź bieliznę, koszulki, spodenki, bluze, buty, i najpotrzebniejsze kosmetyki.  - mała w błyskawicznym tępie wszystko rzucała na łóżko. Ja przebierałam rzeczy i odkładałam na bok te najpotrzebniejsze. Wszystko poukładałam w plecaku i bez problemu go zapięłam.
- A o której wyjdziemy?
- Około 5,6...
- Zimno jeszcze będzie.
- Dlatego na droge załozysz te spodnie, tą koszulke, ramoneske i glany.. powinno ci być ciepło.
- Ok. Em mam jeszcze jeden problem...
- tak?
- bo wiesz.. ja bym chciała sie pozegnać z Jimim...
- A wymyslałaś jak to chcesz zrobić? - spytałam ze zrozumieniem
- No on chodzi rano z babcią na targ, wiesz pomaga jej sprzedawać... Około 5 więc..
- Możemy tam pójść jeszcze jeśli chcesz.
- Z chęcią, dziękuje - powiedziała. Uśmiechnęłam się do niej - chce mi sie spać...
- To weź plecak i chodźmy do mojego pokoju, będziemy spać u  mnie.
- Dobrze. - mała zarzuciła plecak na plecy. Nie był ciężki podobnie jak w moim znalazły się tylko najpotrzebniejsze rzeczy.  - a zabierasz gitare?
- Oczywiście że tak.!!! - mała się uśmiechnęła. Położyła sie u mnie w łóżku. Przykryłam ją.
- Zaraz wracam - spojrzałam na zegarek 23. Poszłam do łazienki wzięłam szybki prysznic umyłam moje długie włosy i mocno wysuszyłam je ręcznikiem. Rozczesałam je. Mam nadzieje że do rana wyschną. Wróciłam do pokoju. Mała juz śpi. Postawiłam nasze plecaki i futerał z gitarą przy drzwiach. Ubrania na jutro, łącznie z kurtkami i butami na krześle przy łóżku. Nastawiłam budzik na 5. A teraz jest już prawie północ... Nie pośpie za długo no ale cóż... Położyłam się obok małej i szybko usnęłam.
                                                                                                                                           
Przepraszam że po tak długiej nie obecności dodaje tak krótki odcinek ale w tym miesiącu znowu zaczne dodawać na bierząco!!! Komentujcie!