wtorek, 19 lutego 2013

Rozdział 7.



- Dziewczyny ... Postój ! - budzi nas mężczyzna 
- Hol... Wstawaj - teraz to ja próbuje obudzić siostrę.
- Macie 15 minut okey ?
- Tak dziękujemy. - mężczyzna poszedł w stronę baru 
- Holly wstawaj nie mamy dużo czasu ! - dziewczynka otwiera oczy i przeciąga sie
- Emma boli mnie brzuch ...
- Może z głodu ?
- Nie wiem ... 
- To chodzmy coś zjeść - wstajemy. Pomagam małej zeskoczyć z samochodu i ruszamy w stronę baru. W środku pustki. W rogu przy telefonie siedzi nasz kierowca. Podchodzimy do lady. 
- Dwa hamburgery prosze - mowie i klade na tacce 10$. Siadamy przy ladzie. Kelnerka podaje nam kanapki. Szybko sie z nimi uporalysmy. Teraz jeszcze toaleta. Idziemy do tego dość zadbanego jak na taki bar miejsce. Jedna kabina - pierwsza ide ja, zaraz po mnie wchodzi Holly. 
- Emma? - pyta zaniepokojona
- No co sie dzieje?
- Bo wiesz... Ja chyba.. dostałam... miesiączki... - o ja pierdole... 
- Pierwszej ?!
- No tak... - mówi zrozpaczona.
- Okey nie panikuj. - podchodze do automatu kupuje siostrze kilka podpasek. - Otwórz drzwi. - Mała otwiera, łzy spływają po jej policzkach. Usmiecham sie do niej - Spokojnie. Przecież to normalne. Wiesz jak tego użyć? 
- Tak - mówi drżącym głosikiem. Siostra wchodzi do kabiny. Ja chowam reszte podpasek do kieszeni. Po chwili mała wychodzi.
- Wszystko okey?
- Tak.
- Hol to normalne nie płacz. Każda przez to przechodzi. - ruszamy spowrotem na miejsce spotkania.
- Ale teraz ?! I boli mnie brzuch ...
- Bardzo?
- Tak...
- Mam tabletki dam ci w samochodzie.
Po 15 minutach jesteśmy juz pod samochodem.
- Możemy jechać dalej ?
- Tak jasne. - wgramoliłyśmy sie spowrotem na pake, usadowilysmy sie wygodnie. 
- Za godzinę będziemy na miejscu - oznajmił nasz kierowca i ruszył w dalszą drogę. - Zastanawiałyście sie juz jak dojedziecie dalej ?- spytał po chwili
- Nie wiem nie myślałam o tym jeszcze...
- Mógł by was zawieść mój kolega... Dziś wieczorem wyjeżdża... Dowozi towar do sklepów i akurat macie szczęście bo dziś o 20 rusza. Rozmawiałem z nim o tym... Zgodził sie 
- To bardzo miłe z Twojej strony... - zastój bo nie wiem jak ma na imię 
- Rob - podrzuca
- Rob - kończę - ale głupio mi bo zorganizowałes nam cała podróż...
- Przecież wszystko jest po drodze 
- No ale i tak mi głupio
- Jak macie na imię ??
- Ja jestem Emma a moja siostra to Holly
- Miło sie z wami jedzie. Czyli ustalone. Mój kolega was podwiezie. Przepraszam ale muszę sie skupić na drodze 
- Jasne i bardzo dziękuje. - Rob zajął sie jazdą. Schowałam nasz mini zakup dyskretnie do plecaka, podałam małej tebletke i wode. Objęłam ją. Mała usnęła, ja zaś podziwialam krajobraz i słuchałam muzyki. Po dluzszej jeździe wjechaliśmy do małego miasteczka. Rob zaparkował pod małym domem. Ja obudzilam Hol.
- Jesteśmy na miejscu - szczery uśmiech. Z domku wyszła jakas kobieta. 
- No nareszcie Rob ! Myslałam ze już coś sie stało ! - mówi zatroskana.
- To jest moja żona, Andrea. Kochanie to są te dwie dziewczynki o których ci mówiłem. - Kobieta podchodzi do paki i z serdecznym uśmiechem zaczyna:
- Witajcie dziewczynki, Emily i Holly, tak? Rob mi o was mówił. Zapraszam do nas na obiad, odpoczniecie, a potem Cash o 20 was zabierze do San Diego. Zapraszam, zapraszam. Weźcie rzeczy i chodźcie do domu zapewne jesteście zmęczone. Rob pomóż dziewczynkom. - Andrea weszła do domu. 
- No więc chodźcie. - każda z nas wzięła swoje rzeczy. Rob pomógł zejść Holly, ja zeszłam sama. Ruszyliśmy w strone domku. Weszlismy za mężczyzną do małego Holu. Zdjęłyśmy glany i ramoneski. Na ścianie wisi zegar. Jest godzina 13. 
- Tu jest łazienka, odświeżcie się. Tam jest jadalnia. Przyjdźcie jak skończycie 
- Dziękujemy bardzo. - kładziemy nasze plecaki na ziemi. Rob idzie do jadalni. Wyciągam dyskretnie kosmetyczke i podaje ją Hol. mała idzie skrępowana do toalety. Wraca i chowa rzeczy do swojego plecaka. Ja szybko korzystam z toalety i idzemy do jadalni. Dom jest mały i skromny. W jadalni jest okrągły stół i 5 krzeseł. Na stole stoi waza z zupą, talerze, sztućce. Nieśmiało siadamy przy stole. Kobieta nakłada wszystkim jedzenie i nawiązuje z nami konwersacje. Zaczęła od wypytania się nas o dane, co robimy, skomentowania jakie to niebezpieczne, i jak nieodpowiedzialna jest nasza matka. Po półtorej godziny zjedlismy. Postanowiłam że posprzątam. Andrea chwile sie wahała, ale ja byłam uparta i zabrałam sie za sprzątanie. Rob pojechał do znajomych, podobno musi coś pomóc. Kobieta zajęła się moją siostrą. Zabrała ją na ogród. Ja przeszłam do małej kuchni, pozmywałam i powycierałam naczynia. Następnie wyszłam w poszukiwaniu siostry. Mała huśtała się wysoko bujana cały czas przez Andree. Sprawiało jej to niezłą frajde. Usiadłam pod drzewem, załozyłam słuchawki i przyglądałam się dziewczynom. 

                                                                                                                    

Tak wiem dawno nic nie dodałam... Przepraszam, nie wyrabiam w szkole, staram sie pisać, ale utykam w połowie i kończe tydzień później. No ale wreszcie dodałam. KOMENTUJCIE LUDZIE !!! Prosze o szczere komentarze - to strasznie motywuje !

niedziela, 3 lutego 2013

Rozdział 6.

Drrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrr... Dzwoni budzik. Sięgam po niego i szybko go wyłączam. Patrze jeszcze na godzine. Jest 5.03. Za oknem dopiero zacznie się rozjaśniać. Właśnie sobie uświadomiłam że zaraz wraz z moją siostrą się wynosimy z domu. Patrze na nią. Śpi tak słodko. Postanawiam jej jeszcze nie budzić. Biore ubrania i szybko ide sie ubrać. Zakładam długie skórzane spodnie i koszulkę Led Zeppelin. Do tego glany i ramoneska. Robię delikatny makijaż. To znaczy pudruje lekko twarz, maluje rzęsy i robie delikatne kreski. Rozczesuje moje długie kłaki i wiąże je w koka. No całkiem nieźle. Myje zęby, zamykam kosmetyczke, biore ją ze sobą i wchodze do pokoju. Mała właśnie zaczęła się budzić. Chowam moje rzeczy do plecaka i zasuwam go. Podchodze do łóżka i całuje dziewczynkę w czubek głowy.
- Hej mała.
- Hej, czemu mnie nie obudziłaś jak ty wstawałaś?
- Chciałam żebyś jeszcze pospała.. Przed nami ciężka dorga... Jesteś tego świadoma?
- Tam Em. - mówi pewnie. Uśmiecham sie do niej przyjaźnie, ale tak naprawde boje sie że nie damy sobie rady... Zaczynam sie bac dopiero teraz. Ale nie ma już odwrotu.
- Ide zrobić nam kanapki na śniadanie i na droge. Ty w tym czasie sie ubierz i uczesz. okej?
- Dobrze - mówi i przeciąga się słodko. Jeszcze raz całuje dziewczynę i wychodze po cichu z pokoju. Ide do kuchni. Wyciągam chleb, masło, sałate, ser i szynke. Szybko robie różnorodne kanapki. 6 podwójnych kromek pakuje do reklamówek. Po 2 kromki zostawiam na teraz. Sprzatam po sobie, zabieram wszystkie kanapki i ide na góre. Wchodze do pokoju. Hol już ubrana stara się pościelić moje wielkie łóżko. Usmiecham sie na ten widok.
- Zostaw Hol, zaraz się tym zajmę.- mówię przyjaźnie.
- Em nie jestem głodna.
- Mała nie ma opcji bez śniadania cie nie wypuszcze.
- Mówisz jak mama
- Bo teraz będe taką mamą troche...
- No ale Em...
- Dobra, będe milsza.
- Em ale ja nie chce jeść...
- Holly naprawde czeka nas ciężka droga. Musisz zjeść przynajmniej 1 i pół.
- 1
- 1 i pół
- No Em!
- Nie kłóć sie ze mną i jedz! - usiadłyśmy na pufach i zaczęłyśmy jeść. Mała okazała się być bardziej głodna niż sie jej wydawało. Kiedy ja skończyłam jeść, wzięłam sie za ścielenie łóżka. Siostra w tym czasie uporała się z drugą kanapką.
- No widzisz! Zjadłaś wszystko! - uśmiecha sie do mnie głupio. Odpowiadam jej tym samym głupkowatym uśmiechem.
- Która godzina?
- 5.30. Jak chcesz iść do tego chłopaka to wychodzimy. - mała założyła kurtkę i buty. Zarzuciłyśmy plecaki na plecy, ja jeszcze dodatkowo musiałam wziąć futerał z gitarą. Przewiesiłam sobie ją przez ramie. Zeszłyśmy po cichu na dół. Wychodzimy przed dom. Zamykam drzwi i zostawiam klucz w doniczce kwiatka. Na horyzoncie zaczyna sie pojawiać słońce. Ruszamy w stronę targu. Dochodzimy tam w 10 minut. Hol szybko odnajduje chłopaka przy stoisku z warzywami i owocami. Starsza pani właśnie obsługuje jakiegoś staruszka. Jimi patrzy na nas zdziwiony. Odchodzi od stoiska. Podchodzimy do niego i witamy sie z nim.
- Hol, dlaczego ty też masz plecak. Przecież to ty miałaś jechać - patrzy na mnie.
- Ale ja postanowiłam jechać z Emily... - mówi i opuszcza głowę.
- Ale Holly jak to?
- Wiesz Jimi... sytuacja w naszym domu nie jest najciekawsza i po prostu wyszło tak że musimy wyjechać obydwie.. - tłumacze szybko a on kiwa smutno głową ze zrozumieniem.
- Ej... Mówiłeś że masz tam siostre! Nie możesz do niej pryzjechać na nowy rok szkolny!? - pytam
- Nie wiem... Ja też nie mam w domu najłatwiej dlatego jestem teraz z babcią...
- Em, chodźmy juz - mówi do mnie smutnym szeptem Hol
- No więc... Jimi miło mi cie było poznać. Mam nadzieje że sie jeszcze spotkamy - podaje mu ręke. On odwzajemnia uścisk.
- Hol... - zaczyna patrzy na mnie -Hol, bo ja wiesz... - nie może sie wysłowić, ale ja chyba wiem co chce powiedzieć. Zaczynam powoli odchodzić. Za sobą słysze tylko część dalszej rozmowy. - Holly bo wiesz ja cie ... - dalej juz nie usłyszałam odwróciłam sie w pewnym momencie. Chłopak sprzedał dziewczynce buziaka prosto w usta. Uśmiecham sie na ten widok. Holly przytula czule chłopca i biegnie w moją stronę.
- Idziemy? - pytam, ona tylko kiwa twierdząco głową. Po jej policzkach spływają łzy. Bez słowa otaczam ją ramieniem i zaczynamy iść w określonym kierunku. Idziemy spokojnym krokiem, nie za szybko, nie za wolno. Siostra już się uspokoiła
- Jeszcze sie z nim spotkasz wiesz o tym.
- Możliwe...
- To pewne mała. - mówie wesoło wyciągam mój odtwarzacz muzyki i podaje małej jedną słuchawkę. Słuchamy Black Sabbath. Od razu nam sie poprawia humor. Idziemy juz 2 i pół godziny. Jak sie domyslam nie przeszłyśmy za dużo. Zmęczyłysmy sie nieco. Mała znacznie bardziej niż ja. Siadamy pod drzewem przy szosie i wyciągamy po kanapce.
- Em...
- Tak?
- To jest znacznie bardziej męczące niż mi sie wydawało.
- Jeśli chcesz to możemy tu troche dłużej odpocząć - mówie, ale mysle że powinnysmy przejść jak najwięcej. - I tak bardzo dzielnie sie trzymasz.
- Nie dokończymy kanapki odsapniemy i możemy iść dalej.
- Napewno ?
- Tak - mówi z uśmiechem. Dokończyłyśmy jedzenie, zebrałysmy rzeczy i ruszyłysmy powoli dalej.
- Holly...
- Co?
- A co ty na to żęby pojechać na stopa? Nie będziesz sie bała?
- Nie. Czego?
- Ok... - mówie. Wiem że ona jeszcze może nie rozumieć że ktoś na przykład może ją zgwałcić. Zaczynam machać na każdy przejeżdżający samochód, którego nie prowadzi jakiś starszy oblech. Idziemy 45 minut. W końcu ktoś raczył się zatrzymać. Miło wyglądający mężczyzna około trzydziestki.
- Hej dzieciaki! - zaczyna przyjaźnie.
- Dzień dobry - odpowiadam z nadzieją.
- Podwieźć gdzieś???
- My do San Diego jedziemy...
- Ohoho to daleko. moge was zabrać do El Centro. Dalej będziecie musiały sobie radzić same.
- Było by super!
- Tylko jeśli już to na pace będziecie jechać.
- Nie ma sprawy
- To wskakujcie!
- Dziękujemy panu bardzo.
- Podziękujecie jak dojedziemy - uśmiechnął sie do nas. Podsadziłam siostre potem ona pomogła mi wejść. Usadziłyśmy się obok siebie bokiem do kierunku jazdy. Usmiechnęłam się do niej. Odwzajemniła uśmiech. Oparła się o mnie. Ruszyliśmy. Po jakiś 5 minutach drogi kierowca spojrzał przez okienko z tyłu.
- Wszystko dobrze?
- Tak jasne! - uśmiecha się do nas - A za ile będziemy na miejscu?
- Hmmm... wliczając jakoś 15 minut przerwy do za 3 i pół godziny mniej więcej.
- O to super!
- Chcecie herbaty?
- Z chęcią - powiedziałam i spojrzałam na siostre ona sie lekko uśmiechnęła. Facet podał nam termos.
- Dziękujemy serdecznie
- Nie ma sprawy. Mam tylko jedno pytanie?
- Tak?
- Możecie mi wytłumaczyć czemu takie dzieciaki jak wy dwie, jak sie domyślam, uciekacie z domu? - wiedziałam żę gościu o to spyta. Wytłumaczyłam mu wszystko w 10 minut góra. Potem powiedział że musi sie skupić na drodze. Oddałam mu termos. Przytuliłam siostre i z muzyką w uszach oby dwie odpłynęłyśmy.
                                                                                                                       
Przepraszam że tyle czekaliście ... Mam nadziej że sie podobało :D Po dłuższej nieobecności straciłam wprawe ;/ Licze na szczere komentarze! ;)