czwartek, 27 grudnia 2012

Rozdział 4.

- Ile można czekać! Gdzieś ty ją zabrała?!!! Nic ci sie nie stało? - wywracam oczami. Jak zwykle Holly na pierwszym miejscu. Nie przeszkadza mi to że sie o nią troszczy, ale mogła by spytać czy u mnie wszystko ok.
- W dupie to mam...
- Jak ty sie wyrażasz!
- Jak mi sie podoba, nie dotarło do ciebie to jeszcze?
- Emily! Nie masz prawa sie tak do mnie wyrażać!
- Będe sie wyrażać jak będe chciała! - mama odpuszcza sobie i dalsze słowa kieruje raczej do małej niż do mnie.
- Spokojnie... Chciałam wam powiedzieć że dziś nie mam obiadu, bo sie skończył gaz w kuchence...
- Zajmij sie Holly i nie wchodźcie do kuchni. - rozkazuje, a mama tylko potulnie kiwa głową. Biore tort i buty. Wchodze do kuchni. Obuwie kłade na najwyższej półce. Otwieram karton z tortem i wyciągam go ostrożnie na paterke. Wkładam w niego 11 świeczek. Szykuje 3 talerzyki i widelczyki. Robie herbate w duży dzbanek. Zanosze talerze i szklanki na stół. Zalewam herbate i ja także zanosze.
- Moge cie prosić na chwile - mówie oschłym tonem. Matka idzie za mną do kuchni.
- Wiesz że ona ma jutro urodziny.
- Wiem ale zaczniemy świętować dzisiaj
- Nie rozumiem...
- Co tu do rozumienia
- Ona ma urodziny jutro!
- Ale co to za przeszkoda żeby świętować dzisiaj?
- No nie wiem...
- Robisz problem z niczego... Swiętujemy dziś i tyle.
- Emily! Ja sobie nie pozwole abyś ty mną rządziła.
- Ja pierdole
- Słucham?!
- Czy ty musisz z wszystkiego robic problemy?
- Jak ty sie wyrażasz, jak ty sie zachowujesz?
- Och, przestań! Już nie pamiętasz co robiłaś 2 godziny temu?
- Nie masz prawa mi tego wypominać!
- Owszem mam! - mama ulega i wychodzi do salonu. Przemywam szybko twarz zimną wodą. Uspokoiłam się. Wycieram mokrą twarz. Podpalam świeczki i biore tort. Wchodze do pokoju i zaczynam śpiewać urodzinową piosenke. Mama się dołącza a na twarzy Holly gości wielki zaciesz. Podchodze do siostry z tortem.
- Pomyśl zyczenie! Tylko rozsądnie! - mówie do niej. Mała sie chwile zastanawia i zdmuchuje świeczki.
- Pokrójcie tort. Zaraz wróce. - ide do kuchni zabieram tort i biegne na góre. Pudło z butami dla Hol wkładam do ozdobnej torby. Wyjmuje z mojej szafy, za małą juz na mnie od jakiegoś czasu ramoneske. Czekała właśnie dla Holly. Jest w bardzo dobrym stanie. Składam ją i dorzucam do pakunku. Biore w ręke gitare i pakunek i schodze na dół. Zajadają się tortem.
- Holly. - wołam dziewczynę do holu. Mała podbiega szybko do mnie z uśmiechem
- Tak?
- Mam dla ciebie prezent pożegnalno-urodzinowy. - szepcze do niej i wręczam jej wielką torbe. Idziemy do salonu. Odkładam na bok gitare. Dziewczynka siada na dywanie. Wyciąga ramoneske i piszczy z radości, od razu ją zakłada. Biegnie do lustra do holu. Patrze na mame. Ta sie trzyma za głowe.
- Coś ty jej dała?
- To o czym tak naprawde marzy. Mamo zrozum... To nie zawsze będzie twoja słodka dziewczynka...
-  Kocham cie kocham cie kocham cie Em. - krzyczy mała wbiegając do salonu i rzucając mi sie na szyje.
- Zobacz co jeszcze jest w tej torbie.- mała biegnie na dywan i wyciąga pudło. Otwiera je powoli i krzyczy z radości.
- O boże, o boże Emily Kocham cie! - przymierza glany. Podchodze do niej i pomagam jej zawiązać. W między czasie szepcze tak aby mama nie słyszała:
- Są o rozmiar za duze, ale dłużej w nich pochodzisz...
- Kocham cie - mała przytula mnie mocno. Odrywamy się od siebie. Siadamy na fotelach. Biore do ręki gitare i zaczynam brzdękać. Wszystkie we 3 zaczynamy śpiewać.Zaśpiewałyśmy kilka piosenek.
- Ja pójde juz na góre - mówie głównie do Holly. Zabieram gitare i ide na góre. Myśle nad moim wyjazdem. Przecież nie dam sobie rady z taką ilością pieniędzy, w tym wieku, sama w LA... Moze to nie jest taki dobry pomysł... moze powinnam zaczekac jeszcze... nie nie dam rady, matka mnie nie rozumie... ale co będzie z dziewczynkami... mama chce mnie wysłać do NY do jej mamy tj. mojej babci... Nie przepadam za nią. Jest podobna do mamy, a raczej to mama jest podobna do niej. Nie dogadujemy sie dobrze. Wiem!!! Uciekne do drugiej babci, tej od strony taty!!! To jest to!!! Wyjade do San Diego, a jak będe sie czuć na siłach, będe miała troche kasy to wyjade do LA!!! Babcia Anna jest sama. Dziadek umarł kilka lat temu na raka płuc. Babcia zaś jak narazie trzyma się bardzo dobrze. Teraz ma 56 lat. Jest wyluzowana, do wszystkiego podchodzi na spokojnie, nie czepia sie, jest świetna, kiedys grała na gitarze. Myśle że to dla tego moge znaleźć z nią wspólny język. Jest coś co nas łączy, oprócz więzów krwi. Jest podobna do taty... Właśnie zdałam sobie sprawe z tego jak mi go brakuje. No ale cóż... Życie.  Biore pokrowiec na gitare, chowam ją. Do kieszonek w pokrowcu wkładam luzem krążki na które szkoda mi było miejsca w plecaku. To co najbardziej potrzebuje mam chyba spakowane. Odstawiam rzeczy na bok. Schodze na dół. W te ostatnie chwile postaram sie być miła dla matki.
- Moge zabrać Holly na spacer? - oglądają jakieś głupoty w telewizji
- Hol. Chcesz iść?
- Tak! - mówi ucieszona.
- To uważajcie na siebie i nie wróćcie za późno... - Tak też idziemy do hollu zakładamy nasze ramoneski i glany. Siostra męczy się z zawiązaniem swoich. W tym czasie szybko zabieram paczke marlboro taty i chowam do ramoneski. Mama sie nie skapnie... Siostra zawiązała buty. Wychodzimy. Powoli sie śmiemniało.
- Gdzie idziemy?
- Może do tego parku co?
- Okej. A zapoznasz mnie z tym chłopakiem?
- Nieee
- No prosze cie... Holly, ja ci mówie wszystko!
- No dobra, jeśli będzie.
-A lubisz go?
- No tak.
- Ale tak bardzo? - próbuje coś od niej wyciągnąć.
- Nie wiem
- No jak to?
- No bo nie wiem czy on mnie lubi...
- Rozmawia z tobą? Jest miły?
- Tak.
- No to cie lubi. Gdzyby cie nie lubił do nawet by na ciebie nie spojrzał.
- Mówisz?...
- No tak.. uwierz mi na słowo. To lubisz go tak bardziej?
- Chyba tak... - mówi nieśmiało. zaśmiałam sie cicho pod nosem. skąd ja to znam... pierwsza miłość. Wchodzimy do parku.
- To choć, zaprowadze cie tam gdzie zazwyczaj siedzimy.
- okej, prowadź. - przeszłyśmy chyba cały park i skręciłysmy w bok. Znajdowała sie tam mała fontanna i kilka ławek wokół niej.
- Ładnie tu. - mówie do siostry
- No ładnie, ładnie. - usiadłyśmy na ławce. W parku gromadziła się młodzież. - i ty tu tak przesiadujesz?
- no tak, z przyjaciółmi.
- Aha. - mówie tylko i wyciągam jednego papierosa. Odpalam go i zaciągam się. Siedzimy i nic nie mówimy.
- Wiesz co Hol?
- Tak?
- Zdecydowałam że wyjade do babci...
- Przecież wy sie nie nawidzicie...
- Nie do tej babci
- To do jakiej?
- Do babci Anny, od strony taty, byłyśmy u niej kilka razy.. Pewnie jej już nie pamiętasz...
- A gdzie ona mieszka?
- W San Diego
- To też daleko...
- No daleko, daleko
- I co bedziesz tam robić?
- Jeszcze nie wiem...
- Mhmmh -ktoś odchrząknął za naszymi plecami. Odwracamy się obie. To ten chłopak. Jimi.
- Hej Hol - wita się miło z siostrą
- Hej Jimi, to jest moja siostra Emily
- Hej Jimi - witam sie z chłopakiem i podaje mu reke. - Siadasz z nami?
- Jasne. - chłopak usiadł obok Hol. - Nie mówiłaś że masz siostre
- No to mam siostre. - odpowiada z uśmiechem
- A ty masz rodzeństwo?- pytam z nadzieją
- Mam.
- Siostre, brata, młodsze starsze? -pytam
- Starszą siostre.
- Aha. Jest tu z tobą?
- Nie. Ona została z rodzicami w San Diego. Ma tam zostac do końca szkoły. Właśnie kończy gimnazjum. i chyba nie będzie mieszkać tak jak ja, z dziadkami tutaj... Prawdopodobnie tam zostaje i do dziadków wogóle nie przyjedzie...
- Ooo to ciekawe, bo Em właśnie wyjeżdża do San Diego...
- Tak? - pyta zainteresowany
- Właściwie to na obrzeża...
- No! my mieszkamy na obrzeżach! Siostra ma na imię Olivia. Moze się spotkacie...
- A nazwisko?
- Smith.
- Olivia Smith.
- Tak.
- Ile ma lat?
- emm... jest z 65.
- To tak jak ja.
- No to są coraz większe szanse na to ze sie spotkacie...  
- Słyszałam że luszbisz rocka? - próbuje nawiazać kontakt z chłopakiem
- No to dobrze słyszałaś.
No i nasza pół godzinna rozmowa wyglądała mniej więcej w ten sposób. Dużo rozmawialismy o muzyce. Troche o rodzinie Jimiego, troche o naszej .Było już kompletnie cimno.
- Chyba powinnyśmy sie zbierać - powiedziałam do siostry.
- Ja chyba też... - mówi chłopak
- Gdzie mieszkasz.? -spytałam
- 10 minut na piechote
- I babcia ci pozwala tak samemu sie po ciemku szwędać?
- Tak
- Masz fajną babcie
- Dzięki.
- Dobra to my sie zbieramy. My sie już pewnie nie zobaczymy Jimi... No wiec żegnaj. - powiedziałam teatralnie
- No cześć.
- Pa Jimi - pożegnała sie nim Hol, a chłopak dał jej buziaka w policzek. Dziewczyna uśmiechnęła się.
                                                                                                            
Przepraszam że tak długo czekaliście :( Komentujcie!! Mam nadzieje że sie podobało! ;*                   

poniedziałek, 24 grudnia 2012

Życzonka!

Kochani!
Z okazji tych pieprzonych świąt Bożego Narodzenia, za którymi szczególnie nie przepadam... chce wam życzyć wszystkiego najlepszego! Duuużo zdrowia, szczęścia w miłości i nie tylko, aby wam sie spełniły nawet te najskrytsze marzenia, abyście miały takich zajebistych facetów jak Gunsi, aby wam nigdy nie zabrakło muzyki, no i kasy! I nie wiem w jakim wieku są moi czytelnicy ale chuj z tym! Każdemu życzę sylwka wyjebanego w kosmos i dużo %% :D !!! Aby przyszły rok był lepszy niż poprzedni!!! Chce wam również podziękować za to że czytacie moje wypociny i komentujecie każdy post! To wiele dla mnie znaczy! Jeszcze raz wszystkiego najlepszego!!!

P.S. Czujecie świąteczną atmosfere?? Bo ja nie szczególnie....

niedziela, 23 grudnia 2012

Rozdział 3.

- Co sie stało Em? Powiedz, co sie stało? - dopytuje siostra, a ja szybko próbuje coś wymyślić, aby tylko nie powiedzieć prawdy, o tym co tak naprawde robiła matka
- Po prostu pokłóciłam się z mamą... I zdecydowałam juz... Holly... To trudne... ale jutro wyjade...
- Nie! Prosze cie! Nie! Jutro są moje urodziny! Nie! Emily! Nie! - mowi szybko siostra
- Holly, miałaś nie płakać! Cieszmy się ostatnimi chwilami... Postaraj sie mnie zrozumieć.... Dziś będziemy świętować twoje urodziny. - mała kiwa ze smutkiem głową.
- Rozumiem, tylko ja cie strasznie kocham i nie chce żebyś mnie zostawiała...
- Tylko nie pokazuj mamie ze jesteś smutna, i nic jej nie mów! Prosze!
- Dobrze Em. - Rzuca mi sie w ramiona
- Hej Holly - do kuchni wchodzi mama. - Jak tam na zakończeniu roku? - przewracam oczami i puszczam siostre.
- Dobrze, wiesz, mam świadectwo z wyróżnieniem! - krzyczy zadowolona
- Super! Pokażesz mi? - pyta dumna mama, a Holly biegnie do holu po dokument
- Dziękuje... - mówi cicho mama - i przepraszam... Emily strasznie cie przepraszam...
- Mam w dupie twoje przeprosiny... mogłaś tego nie robić... rujnujesz sobie tym życie i nie tylko sobie... 
- Jak ty sie wyrażasz, dziewczyno!
- Tak jak mi sie podoba, a ty wcale nie jesteś lepsza. Nie masz prawa sie czepiać! Nie wchodź do mnie do pokoju! - krzycze jej w twarz, biegne na góre, w drzwiach mijam sie z Holly uśmiecham sie od niej przelotnie. Jestem u siebie w pokoju. Włączam krążek Ramones. Wyciągam duży turystyczny plecak. Otwieram go. Ide do garderoby, zostawiam otwarte drzwi i krąże między nią a sypialnią. Po kolej upycham w plecaku bielizne, koszulki, kilka sukienek, spodnie, buty, torebki, i kosmetyki. Dorzucam jeszcze moje ulubione krążki. Na wierzch wrzucam zdjęcie z całą moją rodziną. Nie chce sie domknąć. Wyjmuje więc torebki. Nadal za dużo rzeczy. Zastanawiam się w co sie ubiore na podróż. Wyciągam z plecaka upchane na sam spód glany i na ich miejsce wkładam trampki, które zajmują dużo mniej miejsca. Ale plecak nadal nie chce sie domknąć. Wyciągam sukienki i nie zostawiam prawie żadnych kosmetyków. Wyjmuje zdjęcie z ramki i wrzucam je luzem. Płyty wyjmuje z opakoweń i wrzucam je do bocznej kieszeni plecaka luzem. Wychodzi na to że biore kilka koszulek, kilka par spodni, bielizne i 2 pary butów. Kilka krążków, kase i zdjęcie które chowam do portwela, złożone na 4. Rezygnuje z płyt i podłączam do ładowania mój odtwarzacz muzyki. Nareszcie sie domyka. I jest w miare lekki. Otwieram skarbonkę. Przeliczam pieniądze. Wyszło ze mam dość dużo oszczędności. Pieniądze przeznacze na ewentualny nocleg. Mam 578$. Kiedy ja to uzbierałam. ? Zadaje sobie to pytanie... , ale chce jeszcze  kupić Holly i Lucy prezenty. Tutaj na miejcu. Odkładam więc 300$.  Zastanawiam się krótko gdzie chce wyjechać. Moje największe marzenie - Los Angeles. Tak to tam pojade. Będe jechać na stopa. Mieszkam jakieś 500 km. od miasta aniołów. A konkretniej między LA a Phoenix. Jak będe jechać na stopa to troche mi to zajmie... Do pokoju ktoś puka. Podchodze do drzwi i uchylam je tak żeby ta osoba z drugiej strony nie mogła zobaczyc pokoju. To Holly. Otwieram szerzej drzwi i wciągam ją do środka.
- Kiedy uciekniesz? - pyta smutna dziewczyna
- Nad ranem. Co robi mama?
- Szykuje jakiś obiad...
- Chcesz iść na zakupy?
- Tak! - krzyczy radośnie. Przekładam 300 $ ze skarbonki do portfela biore jakąś torebke. Odkładam plecak do garderoby i zamykam drzwi. Rzeczy które wyrzuciłam z plecaka upycham pod łóżko. Biore moją nowszą ramoneskę, każe biec dziewczynce bo jakąś bluze i zchodzimy na dół.
- Gdzie idziecie? - pyta ostro mama
- Nie twój zasrany interes - odpowiadam chamsko, zakładając glany.
- Słucham?! -pyta oburzona
- To co słyszałaś!
- Nigdzie nie wyjdziecie!!
- A o wszem - otwieram drzwi biore zdezorientowaną Holly za ręke i popycham ją przez drzwi - właśnie wychodzimy widzisz! - trzaskam drzwiami, i zaczynam biec z siostrą w strone centrum naszego miasteczka, po  przebiegnięciu 300 metrów sprintem, obie zatrzymmujemy sie zdyszane i zaczynamy iść spacerem.
- Nieźle biegasz - chwale siostre
- Dzięki - mówi dumna z siebie. Idziemy zdyszane. Jesteśmy w centrum. Otworzyli nowy park. Holly sie komuś przygląda. Próbuje zobaczyć komu. Dostrzegam że wodzi wzrokiem za pewnym chłopcem. Całkiem fajnym jak na swój wiek. Uśmiecham sie pod nosem.
- Chcesz sie iść... hmm... pobawić? - dziewczyna zaśmiała sie i kiwnęła głową
- Dobra to za pół godziny sie tu spotykamy? - proponuje
- Okej, ale nie jesteś na mnie zła?
- No coś ty, za co, biegnij, ja sie rozejrze po sklepach - uśmiecham sie szczerze. Dziewczyna biegnie w strone placu. nie chce jej krępować więc po prostu ruszam przed siebie. Wchodze do jakiegoś sklepu. Nic fajnego nie znalazłam dla żadnej z dziewczyn. Patrze na przeciwną strone ulicy.
*WIELKA WYPRZEDARZ* *ZAMKNIĘCIE SKLEPU**-50%**2 W CENIE 1* Głoszą hasła na oknie. Przechodze przez ulice. W sklepie sa 2 osoby poza mną. Rozglądam się. Podchodze do półki z butami. Naprawde duży wybór. Oglądam buty od dolnej półki. Wodze wzrokiem w kierunku najwyższej półki i co na niej widze?! Rząd ślicznych glaników. A do tego na półce przyczepiona jest kartka *2 W CENIE 1*
- O boże! Musze je kupić! - krzycze w myślach. Szukam rozmiaru Holly. Obecnie noci 35, ale szukam 36 Jest! Teraz szukam przy tych najmniejszych. Są o 2 rozmiary za duże dla Lucy... KUPUJE! Wiem żę matka nigdy im nie kupi więc dobrze jak będą troche za duże. Patrze na cene. *190$ za 2* Ale taniocha! Ide do kasy, płace 190$. Kasjerka Pakuje mi buty w pudełka a natępnie w dużą papierową torbę. Patrze na zegarek. Mam jeszcze 5 minut. Biegnę więc na miejsce spotkania. Holly już na mnie czeka.
- Co tam masz? - pyta zainteresowana
- Coś! - mówie z cwaniackim uśmieszkiem
- No powiedz!
- Nie! Dowiesz sie w swoim czasie! - dziewczyna pokazuje mi język.
- To co teraz?
- Chciała byś może mieć tort na urodziny?
- Taak! - krzyczy uradowana. Ruszamy w strone cukierni. Dziewczyna ogląda torty. Zaden jej sie nie podoba. Ja oglądam wypieki w drugiej gablocie.
- Chce ten! - nagle krzyczy siostra
- Ciszej - mówie do niej.
- Przepraszam. - pokazuje palcem na średniego rozmiaru mega-czekoladowy tort.
- Ile kosztuje ten tort?
- 30 $
- To poproszę.
- Kocham cię - krzyczy Hol. i rzuca mi sie w ramiona. Odstawiam torbę i podnosze dziewczyne.
- Proszę. - mówi kasjerka i kładzie tort na ladzie. Ja kłade pieniądze na blat, biore torbe z butami i delikatnie podnosze kartonik z tortem. Ruszamy do domu.
- To jak ma na imie ten chłopak? - pytam w końcu
- Jaki chłopak? - pyta zmieszana
- Oj, już nie udawaj!
- Jimi...
- Fajny chociaż?
- No.
- No? To wszystko na jego temat? Jakiej muzyki słucha?
- Rocka, tak jak my...
- Ooo. A ma może starszego brata? - pytam z nadzieją
- Nie wiem...
- A co o nim wiesz?
- Dużo. -mówi i wystawia mi język
- Gdzie mieszka?
- On tu nie mieszka... Przyjechał miesiąc temu do babci. Na wakacje.
- O miesiąc krótsze?
- Fajnych ma rodziców, co nie?
- Noo... A gdzie mieszka babcia?
- Nie wiem... - mówi smutno
- To co o nim wiesz?
- Dużo. -mówi i znowu wystawia mi język
- Wcale nie!
- Właśnie że tak. - upiera sie
- Ile ma lat?
- Jest o rok starszy od mnie.
- A jak go poznałaś?
- No w tym parku....
- Ile ty masz lat że sie na po parkach włóczyć?? - mówie żartobliwie
- Nie włócze sie... Tam wszyscy siedzą i...
- I? - pytam, bo nie wiem co sie tam robi, gdyż zazwyczaj chodze na swoją polane
- I piją, palą i sie spotykają.... i wogóle....
- A więc paliłas wcześniej!!!
- Nie!
- Przysięgnij!
- Przysięgam!
- A piłaś?
- Nie!
- Dobra wierze ci... - doszłyśmy pod dom. Nie było nas półtorej godziny. Wchodzimy do domu. Od razu atakuje nas matka.
                                                                                                             
Trzeci zakończony! Komentujcei i piszcie co o tym sądzicie? Pisać dalej to opowiadanie?

sobota, 22 grudnia 2012

Rozdział 2.

- Emily? - zagaduje siostra
- Tak? - odpowiadam dziewczynie
- Czy ty palisz? - spytała niespodziewanie moja siostra
- Wiesz... od czasu do czasu, ale bardzo rzadko... A co bardzo czuć?
- Nawet nie, tylko czasem troszke... Tak sie tylko zastanawiałam... Bo... ja bym chciała spróbować wiesz, ale nie chce o tym gadać z mamą...
- Holly, pojebało cię?! Zartujesz chyba...
- Nie, mówie na poważnie! Jak ty mi nie dasz to będe palić poza domem... poza tym ty też święta nie jesteś... mama przecież nie wie że palisz
- I jej nie powiesz, poza tym ona i tak mało o mnie wie... A skąd byś wzięła fajki poza domem?
- Moja koleżanka ma starszego brata, który pali i jej czasem daje...
- Czyli ona juz ci kiedyś dała.
- Nie
- Napewno...?
- Proponowała, ale ja nie chciałam....
- Zastanowie sie nad tym... Ale jak bym ci dała to nie możesz mówić mamie... Jasne?!
- To znaczy że mi dasz?!
- Nie, mówie to, że gdybym ci dała... Zostawmy na razie ten temat
- Ok. Ostatnio słyszałam jak mama gadała z babcią przez telefon...
- O czym?
- O tobie - powiedziała smutno
- No i co mówiły?
- Że mama nie daje rady, i że ma dość tego jak sie zachowujesz, i jak ja sie zachowuje i że masz na mnie i na Lucy zły wpływ... i... chciała by.... żebyś zamieszkała z babcią w NY....
- Że co kurwa?!!! - wydarłam sie bez sensu na siostre. Byłyśmy już przed jej szkołą. Inni rodzice sie na mnie dziwnie popatrzyli. W oczach małej pojawiły się łzy.
- Holly, prosze cie nie płacz. - powiedziałam nachylając się nad nią i przytulając ją mocno.
 - Ale ja nie chce żebyś wyjeżdżała
- Ja tym bardziej nie chce jechać do NY. Przecież wiesz że nienawidze tej babci, ale...
- Ale?!
- Jeśli mama ma mnie dość to wyjade... Jak będziesz starsza to do mnie przyjedziesz... - musze sie pogodzić z myślą ze jeśli mama mnie nie chce to prędzej czy później mnie wyśle do babci.
- A nie moge jechać z tobą od razu?
- Nie Holly. Musisz się zająć Lucy. Wiem co będzie jakby mama została z nią sama. nie dała by totalnie rady. Przecież wiesz...
- Ale Em, ja cie kocham nie chce żebyś wyjeżdżała - powiedziała a po jej policzkach spłynęły łzy. Wytarłam je. Przytuliłam ją mocno i pocałowałam w policzek.
- Będzie dobrze! Zobaczysz jak zaczniesz chodzić do gimnazjum to sie wszystko ułoży, nie możesz dać sobą rządzić... - pocieszam ją, ale jest ciężko, bo sama próbuje nie płakać. Idziemy do sali gimnastycznej. Zajmujemy miejsca z przodu. Siedzimy przytulone. Dyrektorka papla głupoty tak samo jak to było na zakończeniu u mnie, w gimnazjum. W końcu Holly idzie po dyplomy i świadectwo. Nie czekamy na zakończenie tylko wracamy do domu. Po drodze decyduje sie że pokaże jej miejsce gdzie chodze na wagary.
- Masz ochote na wycieczke?
- Tak. - mówi z uśmiechem. Skręcamy w boczną polną ścieżke. Idziemy milcząc. Obejmuje siostre ramieniem i przytulam ją. W pewnym momencie skręcamy w las. Przechodzimy drugą strone lasu i wychodzimy na polanę. Zaraz obok jest jeziorko a przy nim ławka. Droga zajęła nam 20 minut.
- Skąd znasz to miejsce? -pyta siostra
- Przychodziłam tu zamiast chodzić do szkoły - mówie jej prawde
- To ty nie chodzisz do szkoły?
- Wiesz jak to jest. Zazwyczaj mi sie nie chce, więc fałszuje zwolnienia - mówie jej szczerze wszystko, wiem że nie powie mamie, traktuje ją jak przyjciółkę, której w szkole nigdy nie miałam
- Nauczysz mnie?
- Haha, tak ale musisz obiecać że nie przestaniesz sie uczyć, nie pokażesz żadnej koleżance, nikomu! i nie będziesz tego nadużywała. - siostra zgadza sie na wszystko
- To jak wrócimy to ci pokaże
- Ok.
- A teraz masz mi obiecać że nie powiesz mamie!
- Ale czego?
- Obiecaj!
- Obiecuje - mówi zdezorientowana, a ja wyciągam ostatniego papierosa ze spódnicy, odpalam go, patrze jeszcze na siostre. Na jej twarzy gości wielki uśmiech.  - Słuchaj, musisz się mocno zaciągnąć, tylko błagam cie nie uduś się... - podaje jej papierosa. Mała bierze go do ust, zaciąga się tak jak jej kazałam. Zakrztusiła się. Wyjmuje papierosa z ust i zaczyna kaszleć. Patrze na nią. Nie ukrywam że sie troche boje. W końcu przestaje sie krztusić, oddaje mi papierosa i uśmiecha się.
- To chyba nie dla mnie - mówi
- Hah... Jeszcze 2 lata. Zobaczysz. - dokańczam papierosa i gasze go. Rzucam gdzieś w trawe.
- Wracamy?
- Jeśli chcesz. - mała kiwa głową więc wstajemy i ruszamy z powrotem do domu.
- To... Emily?
- Tak?
- Ty chcesz uciec z domu, czy wyjechac do babci?
- Wiesz że nienawidze tej kobiety... nie wytrzymam z nią tygodnia, a co mówić o tym zebym tam zamieszkała...
- Czyli uciekasz?
- Chyba tak, musze to jeszcze troche przemyśleć...
- A kiedy?
- Jeśli mam uciekać to w wakacje...
- Niee, prosze cie... - mówi błagalnym tonem
- Holly! - mówie stanowczo. Stajemy na środku drogi. Patrze jej głęboko w oczy i zaczynam swój monolog
- Masz nie płakać. W końcu niedługo jak będziesz starsza, i będziesz chciała to do mnie przyjedziesz. Masz się opiekować Lucy! Nie pozwól by mama kupowała jej te różowe gówna w których wyglada jak, jak, jak różowe gówno... Szanuj swoje ciuchy i wszystko co będzie na ciebie zamałe zostawiaj dla niej, tak jak ja to robiłam, dla ciebie. Puszczaj jej dobrą muzykę. Wiesz o co chodzi. - puszczam do niej oczko. - Ćwicz gre na gitarze. Powtarzaj to czego ja cie nauczyłam i próbuj grać coraz trudniejsze kawałki. Jak Lucy będzie starsza to zacznij ją uczyć tego samego. Tylko nie zdradzaj sie z tym za bardzo przy mamie, wiesz że tego nie lubi. Dobrze by było jeszcze żebyś sie uczyła... No i wspieraj troche mame. Wiem ze sie za bardzo z nią nie dogadujemy ale to w końcu nasza mama. I masz nie płakać!
- Emily! Kocham cie! Nie zostawiaj mnie! - dziewczyna rzuca mi sie na szyje
- Holly! Mała ja też cie kocham! Ale jak na razie moje życie to zło... musze sobie wszystko poukładać. - mówie
-  A teraz mi coś obiecaj!
- Co?
- Obiecaj!
- Obiecuje!
- Jak juz będziesz miała wyjechać to się ze mna pożądnie porzegnasz! Nie zostawisz mnie bez słowa.
- Obiecuje - przytulam moją małą - Zostawmy na razie ten temat okej?
- Ok. - dochodzimy do domu. Otwieram drzwi.
- Holly, idź zrób herbatę w duży dzbanek. ok?
- Ok. - mała idzie posłusznie do kuchni, a ja zabieram swoje glany z holu i szybko ide po schodach na góre.
- aaha, aha, ooo, mocniej, mocniej, tak, hmmm, oo!
Słysze jęki mojej mamy. Kurwa, czyżby tata wrócił... Ale co oni sobie myślą, przecież wiedzą że zaraz wrócimy z Holly ze szkoły. Poza tym mama chyba powinna być w pracy, a tata mowił że będzie za 2 tygodnie. No a teraz jesteśmy i Holly przecież.... Lepiej zeby nie słyszała co robią rodzice.
Wale pięścią w drzwi.
- O kurwa - słyszę krzyk mojej mamy. Uważnie nasłuchuje przez drzwi do sypialni. Ktoś sie zrywa z łóżka. Mama otwiera mi drzwi ze sztucznym uśmiechem. Ma na sobie tylko jakąś długą wymiętą koszulę
- Nie jesteś jeszcze w szkole? Gdzie Holly?! - pyta. Patrze w głąb sypialni i widze jakiegoś obcego faceta, który właśnie się ubiera. Przypomina mi sie to że moja mama ma 32 lata. Pozanała tate jak miała 16, przespali sie i moge chyba powiedzieć że jestem niechcianym dzieckiem....
- Holly jest na dole, więc podziękuj mi ze przynajmniej 2 twoich dzieci, będzie myślała że jesteś idealną matką. Jesteś zwykłą dziwką... Nienawidze cie, lepiej go wypieprz z domu a ja zajmę się Holly... - mówie ostro. Jestem na nią cholernie zła, ale nie chce żeby Holly miała zrujnowane dziecinstwo...
- Emily poczekaj! - krzyczy matka, ale ja tylko szybko zbiegam po schodach. Wchodze do kuchni. Holly właśnie nalewa wrzątek do dzbanka. Odstawia czajnik. Patrzy na mnie z usmiechem. Kiedy widzi moje łzy, usmiech od razu schodzi z jej twarzy. Podbiega do mnie i przytula mocno.
                                                                                                             
No więc to był rozdział drugi... Jak to czujecie? Podoba sie jak narazie? Jakieś uwagi?    

środa, 19 grudnia 2012

Rozdział 1.


Brrrrrrrrrrr.... Dzwoni ten pieprzony budzik, nie mam siły go wyłączyć tylko zakrywam głowę poduszką. O boże zowu trzeba wstać... Pociesza mnie tylko myśl że to ostatni dzień szkoły - zakończenie roku szkolnego. Kończe gimnazjum! Nareszcie będe mogła opuścić tych wszystkich ludzi z którymi zadawałam się dzień w dzień przez 3 lata. No może nie dzień w dzień. Często fałszowałam zwolnienia i chodziłam na wagary. W tym czasie grałam na gitarze pisałam piosenki i sie jednym słowem opierdalałam. Mimo to uczyłam się dobrze, więc mama nie miała żadnych podejrzeń. Szybko zrywam się teraz już z uśmiechem na twarzy. Jest godzina 8.00 mam więc godzine na zjedzenie, wyszykowanie się i dojście do szkoły. Ide do łazienki. Zaczynam rozczesywać moje niesforne długie blond włosy. Zaplatam je w potarganego warkocza. Wchodzę do garderoby. Wyciągam białą elegancką koszulę z krótkim rękawkiem, do tego postanawiam założyć czarną, skórzaną mini no i standardowo moje czarne trampki przed kostke ,wykończone ćwiekami. Ide do kuchni i szybko jem płatki czekoladowe na mleku. Patrze na zegarek. Jest już 8.40. Kiedy to zleciało?! Krzycze przez cały dom:
- Holly!! Ja wychodze! Zamknij drzwi i nie wpuszczaj nikogo! Będe za godzinę! Ubierz się ładnie! Tylko jak wróce masz być gotowa! - moja młodsza o 4  lata siostra kończy 5 klase. Mama jednak traktuje ją jak pięciolatkę więc i mi sie czasem udziela. Ogólnie to strasznie ją kocham, i traktuje ją jak przyjaciółkę. Jest dość dojrzała jak na swój wiek. Na szafce przy drzwiach leżą czerwone marlboro taty. Otwieram paczkę. Jest już rozpoczęta. Zabieram 3 papierosy, zapalniczke i wychodze z domu. Po drodze odpalam papierosa, a resztę chowam do kieszeni w spódnicy. Mocno i łapczywie zaciągam się dymem. Jestem 100 metrów od szkoły. Do rozpoczęcia ceremonii zostało jeszcze 10 minut. Siadam na betonowym murku i dokańczam papierosa. Wkładam słuchawki do uszu, ustawiam piosenkę Black Sabbath - Evil Woman i podgłaśniam na maksa. W wakacje 2 lata temu moje życie wywróciło się do góry nogami. Zaczęłam słuchac roka i wszystko sie zmieniło. Wszystko. Mój styl, moje zachowanie i podejście do życia. Jak to mama mówi "zaczęłam się buntować". Ale wracając do teraźniejszości. Wstaje i ruszam w stronę sali gimnastycznej. Piosenki sie powoli zmieniają. W uszach zabrzmiały pierwsze dźwięki do Movin' Out - Aerosmith. Nieświadomie zaczynam nucić pod nosem. Wchodze do sali zajmuje miejsce z tyłu i wyłączam muzyke. Obok mnie siadają plastiki z mojej byłej klasy, obrzucają mnie spojrzeniem w stylu - jesteś żałosna! następnie zaczynają się ślinić na widok najprzystojniejszego chłopaka w szkole. Nie powiem, jest przystojny, ale zachowuje się jak dziwkarz, ubiera się jak dziwkarz-gejasek, i po prostu jest dziwkarzem. No i możliwe że gejem. Wiem to z doświadczenia. Chodziłam z nim w 2 klasie... Teraz żałuję. Ale przestałam się nim już przejmować. Olałam go tak samo jak on olał mnie. Na środek wyszedł dyrektor. Na początku pieprzył jakieś głupoty jak to przykro mu sie rozstawać z tak wspaniałymi klasami 3... potem pieprzył coś o tym jak szybko mija czas, potem o tym żeby nam dobrze szło w liceum i bla bla bla, myślałam że tam usnę. Na tym jego paplaniu zleciało pół godziny. W końcu zaczął prosić na środek 3 klasy aby rozdać świadectwa, dyplomy i takie tam. Byłam 3 w kolejce. Wyszłam na środek wzięłam ten dyplom i świadectwo. Dyrektor zaczął mi coś gadać o tym żebym sie uczyła i żebym dobrze wybrała liceum. Ale ja przerwałam mu w środku zdania, zabrałam papierki, uścisnęłam mu dłoń, podziękowałam i odeszłam. Nie chciało mi sie słuchać jego paplaniny. Szłam dumnie przez środek sali. Nikt nie odezwał się słowem, wszyscy tylko się na mnie głupio gapią. Wychodzę przed sale. Wyjmuje papierosa odpalam go i ruszam do domu po siostre. Po drodze znowu wkładam słuchawki do uszu. Jestem przed domem. Gasze papierosa o ścianę budynku, wyłączam muzykę i dzwonie do drzwi. Słyszę jak Holly zbiega po schodach, przekręca zamek w drzwiach i je otwiera. Ma na sobie białą koszule z krótkim rękawem wąską czarną spódniczke przed kolano i moje czarne nowiuśkie glany.
- O nie! Nie ma mowy! Zdejmuj je!
- Czemu?! Nie zniszcze ich! - mówi błagalnym tonem
- Po pierwsze wiem że nie szanujesz swoich rzeczy, po drugie są nowe i to narazie ja w nich chodze, po trzecie nie pasują ci, po czwarte są na ciebie o 2 rozmiary za duże, po piąte... -wymieniałam banalne argumenty ale Holly mi przerwała
- Dobra, dobra, zrozumiałam, nie pożyczysz mi ich i tyle...
- Zakładaj trampki i spadamy bo za 20 minut sie zaczyna ten cały szajs. - Holly posłusznie zdjęła glany, odstawiła je na bok i założyła swoje zniszczone trampki które stały przy drzwiach. Często pożyczała ode mnie różne rzeczy. Na ogół mi to nie przeszkadza, bo to ja zapoczątkowałam u niej ten zwyczaj. Mama kupuje jej różowe ubranka, słodziutkie spódniczki i aż rzygać sie chce jak patrze na jej ubrania... Dlatego wszystko co jest na mnie zamałe to odkładam dla niej. Mama nie jest zadowolona z tego że ją tak ubieram, że puszczam jej taką a nie inną muzykę itd.. W sumie to robie tak od niedawna ale i tak jest niezadowolona... Wydaje jej sie że z jej trójki dzieci, to tylko ja będe tą zbuntowaną nastolatką, która nie dogaduje sie z matką... Może gdyby poświęcała dzieciom więcej czasu to by było inaczej. Dobrze wiem, że w końcu zacznie olewać każde swoje dziecko tak samo jak zaczęła olewać mnie. Pod pretekstem pracy. Zazwyczaj wychodzi ok. 7 rano i wraza ok. 22 wieczorem. Potem siada przy komputerze i dalej pracuje. Taty zazwyczaj nie ma w domu. Cały czas jeździ w jakieś delegacje, ale to z nim mam lepszy kontakt niż z matką. Rodzice często się kłócą. Pracują tyle bo muszą wykarmić naszą sporą rodzinkę. Otóż mam jeszcze jedną młodszą siostrę - Lucy. ma prawie 5 lat i chodzi do przedszkola. Mama ją rano zawozi a ja po szkole ją odbieram. Teraz pojechała na wakacje do babci, więc mama ma troche więcej czasu dla siebie.  Szkoda tylko że nie zajmie się mną, albo Holly. W sumie to śmiało powiedzieć że to ja wychowuje Holly. Mama faworyzuje Lucy, bo jeszcze nie jest "zepsuta" i uważa że to będzie jej jedyne normalne dziecko. Ale kiedy zostajemy same to oby dwie moje siostry ubieram rockowo i puszczam im dobrą muzykę. Potem powstaja kłótnie, ale chuj z tym... Jak na razie to im sie podoba i jestem z tego dumna. Wróćmy do teraźniejszości. Biore Holly za ręke i wychodzimy z domu. Zakluczam drzwi i chowam klucz w podstawce od doniczki kwiatka. Ruszamy w strone szkoły Holly.
                                                                                                   
Na razie tyle. To będzie Gunsowe opowiadanie dla jasności ^^ Co o tym sądzicie?KOMENTUJCIE! ;)