niedziela, 23 grudnia 2012

Rozdział 3.

- Co sie stało Em? Powiedz, co sie stało? - dopytuje siostra, a ja szybko próbuje coś wymyślić, aby tylko nie powiedzieć prawdy, o tym co tak naprawde robiła matka
- Po prostu pokłóciłam się z mamą... I zdecydowałam juz... Holly... To trudne... ale jutro wyjade...
- Nie! Prosze cie! Nie! Jutro są moje urodziny! Nie! Emily! Nie! - mowi szybko siostra
- Holly, miałaś nie płakać! Cieszmy się ostatnimi chwilami... Postaraj sie mnie zrozumieć.... Dziś będziemy świętować twoje urodziny. - mała kiwa ze smutkiem głową.
- Rozumiem, tylko ja cie strasznie kocham i nie chce żebyś mnie zostawiała...
- Tylko nie pokazuj mamie ze jesteś smutna, i nic jej nie mów! Prosze!
- Dobrze Em. - Rzuca mi sie w ramiona
- Hej Holly - do kuchni wchodzi mama. - Jak tam na zakończeniu roku? - przewracam oczami i puszczam siostre.
- Dobrze, wiesz, mam świadectwo z wyróżnieniem! - krzyczy zadowolona
- Super! Pokażesz mi? - pyta dumna mama, a Holly biegnie do holu po dokument
- Dziękuje... - mówi cicho mama - i przepraszam... Emily strasznie cie przepraszam...
- Mam w dupie twoje przeprosiny... mogłaś tego nie robić... rujnujesz sobie tym życie i nie tylko sobie... 
- Jak ty sie wyrażasz, dziewczyno!
- Tak jak mi sie podoba, a ty wcale nie jesteś lepsza. Nie masz prawa sie czepiać! Nie wchodź do mnie do pokoju! - krzycze jej w twarz, biegne na góre, w drzwiach mijam sie z Holly uśmiecham sie od niej przelotnie. Jestem u siebie w pokoju. Włączam krążek Ramones. Wyciągam duży turystyczny plecak. Otwieram go. Ide do garderoby, zostawiam otwarte drzwi i krąże między nią a sypialnią. Po kolej upycham w plecaku bielizne, koszulki, kilka sukienek, spodnie, buty, torebki, i kosmetyki. Dorzucam jeszcze moje ulubione krążki. Na wierzch wrzucam zdjęcie z całą moją rodziną. Nie chce sie domknąć. Wyjmuje więc torebki. Nadal za dużo rzeczy. Zastanawiam się w co sie ubiore na podróż. Wyciągam z plecaka upchane na sam spód glany i na ich miejsce wkładam trampki, które zajmują dużo mniej miejsca. Ale plecak nadal nie chce sie domknąć. Wyciągam sukienki i nie zostawiam prawie żadnych kosmetyków. Wyjmuje zdjęcie z ramki i wrzucam je luzem. Płyty wyjmuje z opakoweń i wrzucam je do bocznej kieszeni plecaka luzem. Wychodzi na to że biore kilka koszulek, kilka par spodni, bielizne i 2 pary butów. Kilka krążków, kase i zdjęcie które chowam do portwela, złożone na 4. Rezygnuje z płyt i podłączam do ładowania mój odtwarzacz muzyki. Nareszcie sie domyka. I jest w miare lekki. Otwieram skarbonkę. Przeliczam pieniądze. Wyszło ze mam dość dużo oszczędności. Pieniądze przeznacze na ewentualny nocleg. Mam 578$. Kiedy ja to uzbierałam. ? Zadaje sobie to pytanie... , ale chce jeszcze  kupić Holly i Lucy prezenty. Tutaj na miejcu. Odkładam więc 300$.  Zastanawiam się krótko gdzie chce wyjechać. Moje największe marzenie - Los Angeles. Tak to tam pojade. Będe jechać na stopa. Mieszkam jakieś 500 km. od miasta aniołów. A konkretniej między LA a Phoenix. Jak będe jechać na stopa to troche mi to zajmie... Do pokoju ktoś puka. Podchodze do drzwi i uchylam je tak żeby ta osoba z drugiej strony nie mogła zobaczyc pokoju. To Holly. Otwieram szerzej drzwi i wciągam ją do środka.
- Kiedy uciekniesz? - pyta smutna dziewczyna
- Nad ranem. Co robi mama?
- Szykuje jakiś obiad...
- Chcesz iść na zakupy?
- Tak! - krzyczy radośnie. Przekładam 300 $ ze skarbonki do portfela biore jakąś torebke. Odkładam plecak do garderoby i zamykam drzwi. Rzeczy które wyrzuciłam z plecaka upycham pod łóżko. Biore moją nowszą ramoneskę, każe biec dziewczynce bo jakąś bluze i zchodzimy na dół.
- Gdzie idziecie? - pyta ostro mama
- Nie twój zasrany interes - odpowiadam chamsko, zakładając glany.
- Słucham?! -pyta oburzona
- To co słyszałaś!
- Nigdzie nie wyjdziecie!!
- A o wszem - otwieram drzwi biore zdezorientowaną Holly za ręke i popycham ją przez drzwi - właśnie wychodzimy widzisz! - trzaskam drzwiami, i zaczynam biec z siostrą w strone centrum naszego miasteczka, po  przebiegnięciu 300 metrów sprintem, obie zatrzymmujemy sie zdyszane i zaczynamy iść spacerem.
- Nieźle biegasz - chwale siostre
- Dzięki - mówi dumna z siebie. Idziemy zdyszane. Jesteśmy w centrum. Otworzyli nowy park. Holly sie komuś przygląda. Próbuje zobaczyć komu. Dostrzegam że wodzi wzrokiem za pewnym chłopcem. Całkiem fajnym jak na swój wiek. Uśmiecham sie pod nosem.
- Chcesz sie iść... hmm... pobawić? - dziewczyna zaśmiała sie i kiwnęła głową
- Dobra to za pół godziny sie tu spotykamy? - proponuje
- Okej, ale nie jesteś na mnie zła?
- No coś ty, za co, biegnij, ja sie rozejrze po sklepach - uśmiecham sie szczerze. Dziewczyna biegnie w strone placu. nie chce jej krępować więc po prostu ruszam przed siebie. Wchodze do jakiegoś sklepu. Nic fajnego nie znalazłam dla żadnej z dziewczyn. Patrze na przeciwną strone ulicy.
*WIELKA WYPRZEDARZ* *ZAMKNIĘCIE SKLEPU**-50%**2 W CENIE 1* Głoszą hasła na oknie. Przechodze przez ulice. W sklepie sa 2 osoby poza mną. Rozglądam się. Podchodze do półki z butami. Naprawde duży wybór. Oglądam buty od dolnej półki. Wodze wzrokiem w kierunku najwyższej półki i co na niej widze?! Rząd ślicznych glaników. A do tego na półce przyczepiona jest kartka *2 W CENIE 1*
- O boże! Musze je kupić! - krzycze w myślach. Szukam rozmiaru Holly. Obecnie noci 35, ale szukam 36 Jest! Teraz szukam przy tych najmniejszych. Są o 2 rozmiary za duże dla Lucy... KUPUJE! Wiem żę matka nigdy im nie kupi więc dobrze jak będą troche za duże. Patrze na cene. *190$ za 2* Ale taniocha! Ide do kasy, płace 190$. Kasjerka Pakuje mi buty w pudełka a natępnie w dużą papierową torbę. Patrze na zegarek. Mam jeszcze 5 minut. Biegnę więc na miejsce spotkania. Holly już na mnie czeka.
- Co tam masz? - pyta zainteresowana
- Coś! - mówie z cwaniackim uśmieszkiem
- No powiedz!
- Nie! Dowiesz sie w swoim czasie! - dziewczyna pokazuje mi język.
- To co teraz?
- Chciała byś może mieć tort na urodziny?
- Taak! - krzyczy uradowana. Ruszamy w strone cukierni. Dziewczyna ogląda torty. Zaden jej sie nie podoba. Ja oglądam wypieki w drugiej gablocie.
- Chce ten! - nagle krzyczy siostra
- Ciszej - mówie do niej.
- Przepraszam. - pokazuje palcem na średniego rozmiaru mega-czekoladowy tort.
- Ile kosztuje ten tort?
- 30 $
- To poproszę.
- Kocham cię - krzyczy Hol. i rzuca mi sie w ramiona. Odstawiam torbę i podnosze dziewczyne.
- Proszę. - mówi kasjerka i kładzie tort na ladzie. Ja kłade pieniądze na blat, biore torbe z butami i delikatnie podnosze kartonik z tortem. Ruszamy do domu.
- To jak ma na imie ten chłopak? - pytam w końcu
- Jaki chłopak? - pyta zmieszana
- Oj, już nie udawaj!
- Jimi...
- Fajny chociaż?
- No.
- No? To wszystko na jego temat? Jakiej muzyki słucha?
- Rocka, tak jak my...
- Ooo. A ma może starszego brata? - pytam z nadzieją
- Nie wiem...
- A co o nim wiesz?
- Dużo. -mówi i wystawia mi język
- Gdzie mieszka?
- On tu nie mieszka... Przyjechał miesiąc temu do babci. Na wakacje.
- O miesiąc krótsze?
- Fajnych ma rodziców, co nie?
- Noo... A gdzie mieszka babcia?
- Nie wiem... - mówi smutno
- To co o nim wiesz?
- Dużo. -mówi i znowu wystawia mi język
- Wcale nie!
- Właśnie że tak. - upiera sie
- Ile ma lat?
- Jest o rok starszy od mnie.
- A jak go poznałaś?
- No w tym parku....
- Ile ty masz lat że sie na po parkach włóczyć?? - mówie żartobliwie
- Nie włócze sie... Tam wszyscy siedzą i...
- I? - pytam, bo nie wiem co sie tam robi, gdyż zazwyczaj chodze na swoją polane
- I piją, palą i sie spotykają.... i wogóle....
- A więc paliłas wcześniej!!!
- Nie!
- Przysięgnij!
- Przysięgam!
- A piłaś?
- Nie!
- Dobra wierze ci... - doszłyśmy pod dom. Nie było nas półtorej godziny. Wchodzimy do domu. Od razu atakuje nas matka.
                                                                                                             
Trzeci zakończony! Komentujcei i piszcie co o tym sądzicie? Pisać dalej to opowiadanie?

2 komentarze:

  1. Pisz dalej! Jak na razie to zajebiscie!!! Czekam na nastepnby!!!

    OdpowiedzUsuń
  2. PISZ! PISZ! PISZ! serio, już się nie mogę doczekać następnego :3

    OdpowiedzUsuń