czwartek, 27 grudnia 2012

Rozdział 4.

- Ile można czekać! Gdzieś ty ją zabrała?!!! Nic ci sie nie stało? - wywracam oczami. Jak zwykle Holly na pierwszym miejscu. Nie przeszkadza mi to że sie o nią troszczy, ale mogła by spytać czy u mnie wszystko ok.
- W dupie to mam...
- Jak ty sie wyrażasz!
- Jak mi sie podoba, nie dotarło do ciebie to jeszcze?
- Emily! Nie masz prawa sie tak do mnie wyrażać!
- Będe sie wyrażać jak będe chciała! - mama odpuszcza sobie i dalsze słowa kieruje raczej do małej niż do mnie.
- Spokojnie... Chciałam wam powiedzieć że dziś nie mam obiadu, bo sie skończył gaz w kuchence...
- Zajmij sie Holly i nie wchodźcie do kuchni. - rozkazuje, a mama tylko potulnie kiwa głową. Biore tort i buty. Wchodze do kuchni. Obuwie kłade na najwyższej półce. Otwieram karton z tortem i wyciągam go ostrożnie na paterke. Wkładam w niego 11 świeczek. Szykuje 3 talerzyki i widelczyki. Robie herbate w duży dzbanek. Zanosze talerze i szklanki na stół. Zalewam herbate i ja także zanosze.
- Moge cie prosić na chwile - mówie oschłym tonem. Matka idzie za mną do kuchni.
- Wiesz że ona ma jutro urodziny.
- Wiem ale zaczniemy świętować dzisiaj
- Nie rozumiem...
- Co tu do rozumienia
- Ona ma urodziny jutro!
- Ale co to za przeszkoda żeby świętować dzisiaj?
- No nie wiem...
- Robisz problem z niczego... Swiętujemy dziś i tyle.
- Emily! Ja sobie nie pozwole abyś ty mną rządziła.
- Ja pierdole
- Słucham?!
- Czy ty musisz z wszystkiego robic problemy?
- Jak ty sie wyrażasz, jak ty sie zachowujesz?
- Och, przestań! Już nie pamiętasz co robiłaś 2 godziny temu?
- Nie masz prawa mi tego wypominać!
- Owszem mam! - mama ulega i wychodzi do salonu. Przemywam szybko twarz zimną wodą. Uspokoiłam się. Wycieram mokrą twarz. Podpalam świeczki i biore tort. Wchodze do pokoju i zaczynam śpiewać urodzinową piosenke. Mama się dołącza a na twarzy Holly gości wielki zaciesz. Podchodze do siostry z tortem.
- Pomyśl zyczenie! Tylko rozsądnie! - mówie do niej. Mała sie chwile zastanawia i zdmuchuje świeczki.
- Pokrójcie tort. Zaraz wróce. - ide do kuchni zabieram tort i biegne na góre. Pudło z butami dla Hol wkładam do ozdobnej torby. Wyjmuje z mojej szafy, za małą juz na mnie od jakiegoś czasu ramoneske. Czekała właśnie dla Holly. Jest w bardzo dobrym stanie. Składam ją i dorzucam do pakunku. Biore w ręke gitare i pakunek i schodze na dół. Zajadają się tortem.
- Holly. - wołam dziewczynę do holu. Mała podbiega szybko do mnie z uśmiechem
- Tak?
- Mam dla ciebie prezent pożegnalno-urodzinowy. - szepcze do niej i wręczam jej wielką torbe. Idziemy do salonu. Odkładam na bok gitare. Dziewczynka siada na dywanie. Wyciąga ramoneske i piszczy z radości, od razu ją zakłada. Biegnie do lustra do holu. Patrze na mame. Ta sie trzyma za głowe.
- Coś ty jej dała?
- To o czym tak naprawde marzy. Mamo zrozum... To nie zawsze będzie twoja słodka dziewczynka...
-  Kocham cie kocham cie kocham cie Em. - krzyczy mała wbiegając do salonu i rzucając mi sie na szyje.
- Zobacz co jeszcze jest w tej torbie.- mała biegnie na dywan i wyciąga pudło. Otwiera je powoli i krzyczy z radości.
- O boże, o boże Emily Kocham cie! - przymierza glany. Podchodze do niej i pomagam jej zawiązać. W między czasie szepcze tak aby mama nie słyszała:
- Są o rozmiar za duze, ale dłużej w nich pochodzisz...
- Kocham cie - mała przytula mnie mocno. Odrywamy się od siebie. Siadamy na fotelach. Biore do ręki gitare i zaczynam brzdękać. Wszystkie we 3 zaczynamy śpiewać.Zaśpiewałyśmy kilka piosenek.
- Ja pójde juz na góre - mówie głównie do Holly. Zabieram gitare i ide na góre. Myśle nad moim wyjazdem. Przecież nie dam sobie rady z taką ilością pieniędzy, w tym wieku, sama w LA... Moze to nie jest taki dobry pomysł... moze powinnam zaczekac jeszcze... nie nie dam rady, matka mnie nie rozumie... ale co będzie z dziewczynkami... mama chce mnie wysłać do NY do jej mamy tj. mojej babci... Nie przepadam za nią. Jest podobna do mamy, a raczej to mama jest podobna do niej. Nie dogadujemy sie dobrze. Wiem!!! Uciekne do drugiej babci, tej od strony taty!!! To jest to!!! Wyjade do San Diego, a jak będe sie czuć na siłach, będe miała troche kasy to wyjade do LA!!! Babcia Anna jest sama. Dziadek umarł kilka lat temu na raka płuc. Babcia zaś jak narazie trzyma się bardzo dobrze. Teraz ma 56 lat. Jest wyluzowana, do wszystkiego podchodzi na spokojnie, nie czepia sie, jest świetna, kiedys grała na gitarze. Myśle że to dla tego moge znaleźć z nią wspólny język. Jest coś co nas łączy, oprócz więzów krwi. Jest podobna do taty... Właśnie zdałam sobie sprawe z tego jak mi go brakuje. No ale cóż... Życie.  Biore pokrowiec na gitare, chowam ją. Do kieszonek w pokrowcu wkładam luzem krążki na które szkoda mi było miejsca w plecaku. To co najbardziej potrzebuje mam chyba spakowane. Odstawiam rzeczy na bok. Schodze na dół. W te ostatnie chwile postaram sie być miła dla matki.
- Moge zabrać Holly na spacer? - oglądają jakieś głupoty w telewizji
- Hol. Chcesz iść?
- Tak! - mówi ucieszona.
- To uważajcie na siebie i nie wróćcie za późno... - Tak też idziemy do hollu zakładamy nasze ramoneski i glany. Siostra męczy się z zawiązaniem swoich. W tym czasie szybko zabieram paczke marlboro taty i chowam do ramoneski. Mama sie nie skapnie... Siostra zawiązała buty. Wychodzimy. Powoli sie śmiemniało.
- Gdzie idziemy?
- Może do tego parku co?
- Okej. A zapoznasz mnie z tym chłopakiem?
- Nieee
- No prosze cie... Holly, ja ci mówie wszystko!
- No dobra, jeśli będzie.
-A lubisz go?
- No tak.
- Ale tak bardzo? - próbuje coś od niej wyciągnąć.
- Nie wiem
- No jak to?
- No bo nie wiem czy on mnie lubi...
- Rozmawia z tobą? Jest miły?
- Tak.
- No to cie lubi. Gdzyby cie nie lubił do nawet by na ciebie nie spojrzał.
- Mówisz?...
- No tak.. uwierz mi na słowo. To lubisz go tak bardziej?
- Chyba tak... - mówi nieśmiało. zaśmiałam sie cicho pod nosem. skąd ja to znam... pierwsza miłość. Wchodzimy do parku.
- To choć, zaprowadze cie tam gdzie zazwyczaj siedzimy.
- okej, prowadź. - przeszłyśmy chyba cały park i skręciłysmy w bok. Znajdowała sie tam mała fontanna i kilka ławek wokół niej.
- Ładnie tu. - mówie do siostry
- No ładnie, ładnie. - usiadłyśmy na ławce. W parku gromadziła się młodzież. - i ty tu tak przesiadujesz?
- no tak, z przyjaciółmi.
- Aha. - mówie tylko i wyciągam jednego papierosa. Odpalam go i zaciągam się. Siedzimy i nic nie mówimy.
- Wiesz co Hol?
- Tak?
- Zdecydowałam że wyjade do babci...
- Przecież wy sie nie nawidzicie...
- Nie do tej babci
- To do jakiej?
- Do babci Anny, od strony taty, byłyśmy u niej kilka razy.. Pewnie jej już nie pamiętasz...
- A gdzie ona mieszka?
- W San Diego
- To też daleko...
- No daleko, daleko
- I co bedziesz tam robić?
- Jeszcze nie wiem...
- Mhmmh -ktoś odchrząknął za naszymi plecami. Odwracamy się obie. To ten chłopak. Jimi.
- Hej Hol - wita się miło z siostrą
- Hej Jimi, to jest moja siostra Emily
- Hej Jimi - witam sie z chłopakiem i podaje mu reke. - Siadasz z nami?
- Jasne. - chłopak usiadł obok Hol. - Nie mówiłaś że masz siostre
- No to mam siostre. - odpowiada z uśmiechem
- A ty masz rodzeństwo?- pytam z nadzieją
- Mam.
- Siostre, brata, młodsze starsze? -pytam
- Starszą siostre.
- Aha. Jest tu z tobą?
- Nie. Ona została z rodzicami w San Diego. Ma tam zostac do końca szkoły. Właśnie kończy gimnazjum. i chyba nie będzie mieszkać tak jak ja, z dziadkami tutaj... Prawdopodobnie tam zostaje i do dziadków wogóle nie przyjedzie...
- Ooo to ciekawe, bo Em właśnie wyjeżdża do San Diego...
- Tak? - pyta zainteresowany
- Właściwie to na obrzeża...
- No! my mieszkamy na obrzeżach! Siostra ma na imię Olivia. Moze się spotkacie...
- A nazwisko?
- Smith.
- Olivia Smith.
- Tak.
- Ile ma lat?
- emm... jest z 65.
- To tak jak ja.
- No to są coraz większe szanse na to ze sie spotkacie...  
- Słyszałam że luszbisz rocka? - próbuje nawiazać kontakt z chłopakiem
- No to dobrze słyszałaś.
No i nasza pół godzinna rozmowa wyglądała mniej więcej w ten sposób. Dużo rozmawialismy o muzyce. Troche o rodzinie Jimiego, troche o naszej .Było już kompletnie cimno.
- Chyba powinnyśmy sie zbierać - powiedziałam do siostry.
- Ja chyba też... - mówi chłopak
- Gdzie mieszkasz.? -spytałam
- 10 minut na piechote
- I babcia ci pozwala tak samemu sie po ciemku szwędać?
- Tak
- Masz fajną babcie
- Dzięki.
- Dobra to my sie zbieramy. My sie już pewnie nie zobaczymy Jimi... No wiec żegnaj. - powiedziałam teatralnie
- No cześć.
- Pa Jimi - pożegnała sie nim Hol, a chłopak dał jej buziaka w policzek. Dziewczyna uśmiechnęła się.
                                                                                                            
Przepraszam że tak długo czekaliście :( Komentujcie!! Mam nadzieje że sie podobało! ;*                   

6 komentarzy:

  1. SUPER!!! Nie moge sie doczekać następnego!

    OdpowiedzUsuń
  2. Niech ona nie wyjeżdża albo niech zabierze siostrę błagam!!!! Ogólnie to super, czekam na kolejny!!!

    OdpowiedzUsuń
  3. Robi sie coraz ciekawiej ;33 kocham,kocham,kocham ;)

    OdpowiedzUsuń