niedziela, 3 lutego 2013

Rozdział 6.

Drrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrr... Dzwoni budzik. Sięgam po niego i szybko go wyłączam. Patrze jeszcze na godzine. Jest 5.03. Za oknem dopiero zacznie się rozjaśniać. Właśnie sobie uświadomiłam że zaraz wraz z moją siostrą się wynosimy z domu. Patrze na nią. Śpi tak słodko. Postanawiam jej jeszcze nie budzić. Biore ubrania i szybko ide sie ubrać. Zakładam długie skórzane spodnie i koszulkę Led Zeppelin. Do tego glany i ramoneska. Robię delikatny makijaż. To znaczy pudruje lekko twarz, maluje rzęsy i robie delikatne kreski. Rozczesuje moje długie kłaki i wiąże je w koka. No całkiem nieźle. Myje zęby, zamykam kosmetyczke, biore ją ze sobą i wchodze do pokoju. Mała właśnie zaczęła się budzić. Chowam moje rzeczy do plecaka i zasuwam go. Podchodze do łóżka i całuje dziewczynkę w czubek głowy.
- Hej mała.
- Hej, czemu mnie nie obudziłaś jak ty wstawałaś?
- Chciałam żebyś jeszcze pospała.. Przed nami ciężka dorga... Jesteś tego świadoma?
- Tam Em. - mówi pewnie. Uśmiecham sie do niej przyjaźnie, ale tak naprawde boje sie że nie damy sobie rady... Zaczynam sie bac dopiero teraz. Ale nie ma już odwrotu.
- Ide zrobić nam kanapki na śniadanie i na droge. Ty w tym czasie sie ubierz i uczesz. okej?
- Dobrze - mówi i przeciąga się słodko. Jeszcze raz całuje dziewczynę i wychodze po cichu z pokoju. Ide do kuchni. Wyciągam chleb, masło, sałate, ser i szynke. Szybko robie różnorodne kanapki. 6 podwójnych kromek pakuje do reklamówek. Po 2 kromki zostawiam na teraz. Sprzatam po sobie, zabieram wszystkie kanapki i ide na góre. Wchodze do pokoju. Hol już ubrana stara się pościelić moje wielkie łóżko. Usmiecham sie na ten widok.
- Zostaw Hol, zaraz się tym zajmę.- mówię przyjaźnie.
- Em nie jestem głodna.
- Mała nie ma opcji bez śniadania cie nie wypuszcze.
- Mówisz jak mama
- Bo teraz będe taką mamą troche...
- No ale Em...
- Dobra, będe milsza.
- Em ale ja nie chce jeść...
- Holly naprawde czeka nas ciężka droga. Musisz zjeść przynajmniej 1 i pół.
- 1
- 1 i pół
- No Em!
- Nie kłóć sie ze mną i jedz! - usiadłyśmy na pufach i zaczęłyśmy jeść. Mała okazała się być bardziej głodna niż sie jej wydawało. Kiedy ja skończyłam jeść, wzięłam sie za ścielenie łóżka. Siostra w tym czasie uporała się z drugą kanapką.
- No widzisz! Zjadłaś wszystko! - uśmiecha sie do mnie głupio. Odpowiadam jej tym samym głupkowatym uśmiechem.
- Która godzina?
- 5.30. Jak chcesz iść do tego chłopaka to wychodzimy. - mała założyła kurtkę i buty. Zarzuciłyśmy plecaki na plecy, ja jeszcze dodatkowo musiałam wziąć futerał z gitarą. Przewiesiłam sobie ją przez ramie. Zeszłyśmy po cichu na dół. Wychodzimy przed dom. Zamykam drzwi i zostawiam klucz w doniczce kwiatka. Na horyzoncie zaczyna sie pojawiać słońce. Ruszamy w stronę targu. Dochodzimy tam w 10 minut. Hol szybko odnajduje chłopaka przy stoisku z warzywami i owocami. Starsza pani właśnie obsługuje jakiegoś staruszka. Jimi patrzy na nas zdziwiony. Odchodzi od stoiska. Podchodzimy do niego i witamy sie z nim.
- Hol, dlaczego ty też masz plecak. Przecież to ty miałaś jechać - patrzy na mnie.
- Ale ja postanowiłam jechać z Emily... - mówi i opuszcza głowę.
- Ale Holly jak to?
- Wiesz Jimi... sytuacja w naszym domu nie jest najciekawsza i po prostu wyszło tak że musimy wyjechać obydwie.. - tłumacze szybko a on kiwa smutno głową ze zrozumieniem.
- Ej... Mówiłeś że masz tam siostre! Nie możesz do niej pryzjechać na nowy rok szkolny!? - pytam
- Nie wiem... Ja też nie mam w domu najłatwiej dlatego jestem teraz z babcią...
- Em, chodźmy juz - mówi do mnie smutnym szeptem Hol
- No więc... Jimi miło mi cie było poznać. Mam nadzieje że sie jeszcze spotkamy - podaje mu ręke. On odwzajemnia uścisk.
- Hol... - zaczyna patrzy na mnie -Hol, bo ja wiesz... - nie może sie wysłowić, ale ja chyba wiem co chce powiedzieć. Zaczynam powoli odchodzić. Za sobą słysze tylko część dalszej rozmowy. - Holly bo wiesz ja cie ... - dalej juz nie usłyszałam odwróciłam sie w pewnym momencie. Chłopak sprzedał dziewczynce buziaka prosto w usta. Uśmiecham sie na ten widok. Holly przytula czule chłopca i biegnie w moją stronę.
- Idziemy? - pytam, ona tylko kiwa twierdząco głową. Po jej policzkach spływają łzy. Bez słowa otaczam ją ramieniem i zaczynamy iść w określonym kierunku. Idziemy spokojnym krokiem, nie za szybko, nie za wolno. Siostra już się uspokoiła
- Jeszcze sie z nim spotkasz wiesz o tym.
- Możliwe...
- To pewne mała. - mówie wesoło wyciągam mój odtwarzacz muzyki i podaje małej jedną słuchawkę. Słuchamy Black Sabbath. Od razu nam sie poprawia humor. Idziemy juz 2 i pół godziny. Jak sie domyslam nie przeszłyśmy za dużo. Zmęczyłysmy sie nieco. Mała znacznie bardziej niż ja. Siadamy pod drzewem przy szosie i wyciągamy po kanapce.
- Em...
- Tak?
- To jest znacznie bardziej męczące niż mi sie wydawało.
- Jeśli chcesz to możemy tu troche dłużej odpocząć - mówie, ale mysle że powinnysmy przejść jak najwięcej. - I tak bardzo dzielnie sie trzymasz.
- Nie dokończymy kanapki odsapniemy i możemy iść dalej.
- Napewno ?
- Tak - mówi z uśmiechem. Dokończyłyśmy jedzenie, zebrałysmy rzeczy i ruszyłysmy powoli dalej.
- Holly...
- Co?
- A co ty na to żęby pojechać na stopa? Nie będziesz sie bała?
- Nie. Czego?
- Ok... - mówie. Wiem że ona jeszcze może nie rozumieć że ktoś na przykład może ją zgwałcić. Zaczynam machać na każdy przejeżdżający samochód, którego nie prowadzi jakiś starszy oblech. Idziemy 45 minut. W końcu ktoś raczył się zatrzymać. Miło wyglądający mężczyzna około trzydziestki.
- Hej dzieciaki! - zaczyna przyjaźnie.
- Dzień dobry - odpowiadam z nadzieją.
- Podwieźć gdzieś???
- My do San Diego jedziemy...
- Ohoho to daleko. moge was zabrać do El Centro. Dalej będziecie musiały sobie radzić same.
- Było by super!
- Tylko jeśli już to na pace będziecie jechać.
- Nie ma sprawy
- To wskakujcie!
- Dziękujemy panu bardzo.
- Podziękujecie jak dojedziemy - uśmiechnął sie do nas. Podsadziłam siostre potem ona pomogła mi wejść. Usadziłyśmy się obok siebie bokiem do kierunku jazdy. Usmiechnęłam się do niej. Odwzajemniła uśmiech. Oparła się o mnie. Ruszyliśmy. Po jakiś 5 minutach drogi kierowca spojrzał przez okienko z tyłu.
- Wszystko dobrze?
- Tak jasne! - uśmiecha się do nas - A za ile będziemy na miejscu?
- Hmmm... wliczając jakoś 15 minut przerwy do za 3 i pół godziny mniej więcej.
- O to super!
- Chcecie herbaty?
- Z chęcią - powiedziałam i spojrzałam na siostre ona sie lekko uśmiechnęła. Facet podał nam termos.
- Dziękujemy serdecznie
- Nie ma sprawy. Mam tylko jedno pytanie?
- Tak?
- Możecie mi wytłumaczyć czemu takie dzieciaki jak wy dwie, jak sie domyślam, uciekacie z domu? - wiedziałam żę gościu o to spyta. Wytłumaczyłam mu wszystko w 10 minut góra. Potem powiedział że musi sie skupić na drodze. Oddałam mu termos. Przytuliłam siostre i z muzyką w uszach oby dwie odpłynęłyśmy.
                                                                                                                       
Przepraszam że tyle czekaliście ... Mam nadziej że sie podobało :D Po dłuższej nieobecności straciłam wprawe ;/ Licze na szczere komentarze! ;)

3 komentarze:

  1. Zajebisty rozdział! Mam nadzieję że im się uda i będzie wszystko ok :) Nie mogę się doczekać nowego rozdziału !!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę sie ze sie podoba i dziękuje za komentarz ;) nowy juz sie pisze, więc juz niedługo sie pojawi :)

      Usuń
  2. -UWAGA-
    Czy zastanawiałeś się kiedyś ile wart jest twoja obsesja? Moim zdaniem bardzo dużo.
    Zapraszam na NOWE OPOWIADANIE pt.” Loose your Obsession” na: http://wake-up-time-to-die.blogspot.com/
    Bądź wart więcej niż sądzisz- niech Morrison będzie z tobą, a Talking Heads pożre twoją duszę \m/

    OdpowiedzUsuń